środa, 7 maja 2014

Rozdział siódmy

Justin’s POV 
Jechaliśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał, może to i lepiej. Przez chwilę mogłem uciec myślami jak najdalej od tej chorej sytuacji. Byłem podirytowany i cały czas mocno zaciskałem dłonie na kierownicy, by nie spowodować wypadku, bo wtedy już dawno byłoby po nas. Starałem się regularnie oddychać, w końcu byłem w aucie z przyjacielem, który ma na sobie bombę. To nie wróżyło zbyt najlepiej. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Odpiąłem pasy i zacząłem mówić do Jack’a unikając z nim jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. 
- Poczekaj tu, muszę coś załatwić. Za chwilę wrócę. – mruknąłem i wysiadłem z mojego samochodu. Stanąłem przed skromnym domem. Byliśmy w zachodniej części Los Angeles ta dzielnica różniła się znacząco od mojej – nie była tak urządzona jak i bogata, ale nie sprawiało mi to żadnej różnicy. Nie byłem osobą, która wywyższa się nad inne. To, że mam pieniądze to efekt ciężkiej pracy każda osoba może sobie zapracować na majątek. Dom należał do niejakiego Davida. Westchnąłem, bo nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły. Nie chciałem ponownie stawać twarzą w twarz z człowiekiem, którego winiłem śmiercią Ojca. 
David to przyjaciel mojego zmarłego taty. Byli razem na misji w Iraku, wszystko szło super gdyby nie fakt, że mój tata – Jeremy oddał za niego życie. Osłonił go i popchnął w bok gdy ten miał zostać zaatakowany przez żołnierzy wrogich wojsk. Ten czyn był wręcz bohaterski. Jestem dumny z mojego taty. Od tamtej pory David non stop powtarzał, że zawdzięcza naszej rodzinie wszystko.  Na pogrzebie uklęknął nawet przede mną, roniąc gorzkie łzy, ale w tamtej chwili nie zwróciłem na to uwagi, byłem zbyt zraniony. Nie miałem już nikogo prócz siostry. Moi rodzice odeszli, a ja jestem w cholernych kłopotach. David od zawsze powtarzał jedno zdanie „Pamiętaj Justin, czego byś nie potrzebował możesz zawsze wrócić do mnie, zrobię dla Ciebie wszystko, bo należy Ci się to. Wiem, że masz wszystko, ale jeżeli tylko będziesz potrzebować pomocy – wiesz gdzie mieszkam”  No i teraz właśnie potrzebowałem tej pomocy. David był mądrym człowiekiem był szkolony ponad 10 lat jako wojskowy, jego główną specjalnością były bomby – dokładnie to ich rozpracowywanie. Musiał mi pomóc. Wszedłem powoli na werandę, a swoje stopy postawiłem na wycieraczce, spojrzałem na zegarek było już po 4:00 nie wiadomo ile czasu nam zostało. Chrząknąłem i zapukałem do drzwi, dłonie pociły mi się i trzęsły. Nie byłem nigdy bardziej dobity. Szczerze? Może wam to śmierdzieć jakimś homoseksualizmem, ale nie wyobrażam sobie życia bez Jack’a. Po chwili otworzył mi David – zmienił się cholernie od czasu pogrzebu, postarzał się i wyglądał nadal na nieco przybitego. Miał lekki zarost i był niski. Na mój widok od razu się wyprostował i zaczął uciekać ode mnie wzrokiem, bojąc spojrzeć mi się w twarz. Nienawidziłem tego, że ludzie się mnie bali. Byłem ustawionym facetem, ale do cholery też miałem uczucia, a co druga osoba w tym mieście miała mnie za jakiegoś potwora. Czasami miałem ochotę krzyczeć. „Do cholery! Jestem tylko człowiekiem.” Zacisnąłem swoje dłonie i zacząłem tą niezręczną rozmowę. 
- David. Wszystko wyjaśniłem przez telefon, jesteś moją ostatnią nadzieją, zgadzasz się mi pomóc? – Spojrzałem na niego z nadzieją w oczach. Chciałem, aby ta potworna noc już się skończyła. Chciałem wrócić do domu i w końcu odpocząć. David przełknął ślinę, a jego Jabłko Adama poruszyło się – przez chwilę myślałem, że chcę się wycofać. 
- Oczywiście, Justin. Nie wydaję mi się, bym mógł wycofać się z tej sytuacji. – Odetchnąłem. David westchnął i zauważyłem, że się denerwuje w ręce trzymał już jakąś dużo czarną torbę w niej pewnie były rzeczy potrzebne do rozpracowania bomby. Przyjaciel mojego taty zrobił krok w przód wychodząc na werandę, zamknął drzwi na klucz, a następnie zszedł po schodach. 
- Wsiądę do mojego samochodu. Pojedziecie za mną. Udamy się do starych magazynów, które mieszczą są za miastem. Nie możemy tego zrobić u mnie w piwnicy gdyż moja żona i córeczki są w domu. - po tych słowach jego dolna warga zatrzęsła się. Widziałem, że starał się nie pokazywać emocji, ale wiedziałem jak się czuł. W końcu poświęcał się dla mnie tak jak mój Ojciec poświęcał się dla niego. To co robiliśmy było strasznie ryzykowne. David wszedł do swojego garażu, a już po chwili wyjechał z niego autem, uchylił okno po swojej stronie i krzyknął
- Módl się Justin - po tych słowach okno się zamknęło, a David wyjechał z podwórka. Pobiegłem do auta i wsiadłem do niego. Jack. miał głowę ukrytą w dłoniach i najwidoczniej płakał. Mruczał jakąś składankę niespójnych wyrazów pod nosem, może też się modlił. Odpaliłem silnik i ruszyłem. 
*
Przez całą drogę powtarzałem dziewięć błogosławieństw, które były pierwszymi słowami Jezusa podczas kazania na górze w Galilei. Były one zapisane w Ewangelii Św. Mateusza. 

1. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
2. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
3. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
4. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
5. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
6. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
7. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
8. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
9. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. 

Możecie się śmiać, ale za dziecka chodziłem do szkółki niedzielnej tam znów czytaliśmy fragmenty Pisma Świętego, a przez to z roku na rok coraz bardziej zżywałem się z Jezusem. Oczywiście z wiekiem moja wiara słabła, ale w takich momentach jak ten cała wiara powracała cztery razy wzmocniona. W tej sytuacji Błogosławieństwo 8 i 9 było dla mnie szczególnie znaczące. Czyżby w tych błogosławieństwach chodziło o mnie? Co prawda nie przeżywałem prześladowań za wiarę, ale w pewnym sensie te prześladowanie w jakimś sensie łączyło się z moją wiarą. W końcu osoba, która wpakowała mnie w to gówno ma na celu zniszczenie mnie, krzywdzi moich bliskich, a w ten sposób nie przestrzega dekalogu. Czyli tak naprawdę to wszystko miało jakiś sens. Czyżby moja nagroda czekała na mnie w niebie? Justin weź się w garść, jesteś jebanym chujem, który wykorzystuje dziewczyny jak i bawi się ich uczuciami. Twoja nagroda może jedynie czekać w piekle. Z moich myśli wyrwał mnie dźwięk hamulców. Byliśmy już pod magazynami. Spojrzałem na Jack'a. Jego oczy były spuchnięte, wziął ręce z swojej twarzy i wyszedł z samochodu. Ja zrobiłem to samo. David wypakował jakiś sprzęt ze swojego samochodu i w trójkę zmierzaliśmy w kierunku opuszczonej fabryki, która o tej porze wyglądała przytłaczająco. Mieliśmy już wchodzić przez główne wejście gdy naglę David nas zatrzymał.
- Poczekajcie musimy rozsądnie wszystko przemyśleć i wybrać najbezpieczniejsze rozwiązanie wiecie, że jestem dobry jeżeli chodzi o saperkę, ale jeden niewłaściwy ruch i jest po nas. Ogólnie chłopaki mamy 3 rozwiązania - David mówiąc gestykulował rękami tak, jakby co najmniej był w jakimś filmie. Wyglądało to przekomicznie, ale nie chciałem w tym momencie mu przerywać.
- Z tego co zdążyłem zauważyć na Jack'u jest nitrogliceryna. Nie chcę Cię smucić Justin, ale to wszystko jest zaplanowane. Osoba, która przypięła tą bombę chce Cię tylko zastraszyć. Gdyby chciała śmierci Jack'a zamontowała by bombę z zapalnikiem na odległość wysyłanym przez komórkę, jednak jest to bomba z zapalnikiem miejscowym i polega na przecinaniu kabelków. Osoba ta musi Cię dobrze znać i wiedzieć, że masz znajomości w branży saperskiej - po tych słowach odetchnąłem. Zrobiło mi się naprawdę lżej, bo to co mówił David naprawdę miało sens, spojrzałem na Jack'a i jego wyraz twarzy też nieco sie uspokoił.
- Kolejna sprawa jest taka, że ty Justin nigdzie z nami nie idziesz. Wracasz do domu przede wszystkim odpocząć i dla bezpieczeństwa mojego i Jack'a czym więcej osób jest przy nim tym większe prawdopodobieństwo, że Jack wybuchnie - już miałem się sprzeciwić gdy nagle zareagował Jack.
- Słuchaj stary nie ma żadnego gadania, weź się w garść i skończ zachowywać się jak pedał. Załatwimy z Davidem to co mamy załatwić, a gdy będzie po wszystkim od razu do Ciebie zadzwonię. Naprawdę nie chce Cie tu widzieć. Bierz dupe i spierdalaj do domu. - po tych słowach się odwrócił i wszedł do magazynu. Nie powiem trochę mnie to uraziło, bo dobrze wie, że jest najbliższą osobą, którą mam, a i tak zachował się jak idiota.  David tylko westchnął i pokiwał głową, położył mi rękę na ramieniu i zaczął swoje ckliwe przemówienie.
- Musisz go zrozumieć Justin, jest przytłoczony całą tą sytuacją. Pomyśl jak ty czuł byś się na jego miejscu? Proszę jedź do domu i odpocznij, wszystko jakoś się ułoży. - David poklepał mnie po ramieniu, a następnie zniknął w mroku, który otaczał całą fabrykę. Byłem zdruzgotany i zarazem wściekły, wyciągnąłem z kurtki paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego z nich. Paliłem od 16 roku życia, była to jedyna rzecz, która tak mnie uspakajała zaraz po seksie z kobietami. W tej chwili miałem cholerną ochotę na jakąś dziewczynę wiem, że to by mi pomogło. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się mocno obserwując z oddali Los Angeles, które było doskonale oświetlone, westchnąłem. Czemu te najgorsze rzeczy zawsze przytrafiają się mi? Może to wina mojego majątku? Mógłbym spróbować żyć skromnie z jedną wybranką i oddać cały mój majątek, jeżeli dzięki temu miałbym być w końcu szczęśliwy. Nie okłamujmy się. Życie to nie bajka, nie wierzyłem w miłość. Według mnie istnieje tylko zauroczenie, a reszta to tylko kwestia przyzwyczajenia do danej kobiety. Wziąłem ostatniego bucha do płuc i wypuściłem dym robiąc z niego kółeczko, zdeptałem niedopałek papierosa butem i odszedłem w stronę auta, nieco bardziej uspokojony. Otworzyłem drzwi i wsiadłem do samochodu ruszając w głąb tętniącego nadal życiem Los Angeles.
*
Wjechałem do mojego garażu, a następnie wszedłem drzwiami głównymi do dużego holu. Nie mogłem doczekać się zobaczenia Rose. W głębi duszy wiedziałem, że ta dziewczyna mnie pragnęła. Więc dlaczego nie mógłbym tego wykorzystać? Uśmiechnąłem się do siebie w duchu. Wracając do domu dostałem sms'a od Davida, że wszystko idzie zgodnie z planem i to mnie nie co uspokoiło. Dzięki temu stary Justin Bieber znów wracał do pracy. Otarłem swoje ręce by je ogrzać i ściągnąłem swoją kurtkę.
- Rose! Śpisz? - krzyknąłem i przejechałem ręką po swoich włosach, gdy nic nie usłyszałem powoli wszedłem po schodach w kierunku mojej sypialni. Jednak cisza w moim dużym domu nieco mnie przytłaczała. Gdy stanąłem stopami na panelach i nacisnąłem klamkę pokój był pusty, a na podłodze leżała moja ulubiona biała koszula. Podszedłem do niej, kucnąłem i podniosłem biały materiał przystawiając go sobie do nosa, pachniał damskimi perfumami. Zapach był nieziemski, znałam wszystkie znane perfumy damskie zaczynając od Chanel po Calvina Klein'a kończąc na Hugo Boss'ie, ale tego zapachu nie byłem w stanie sprecyzować. Był strasznie naturalny i pachniał czystą kobiecością. Na początku wystraszyłem się nieco, że Ross znów może zagrażać niebezpieczeństwo, ale po kilku chwilach uspokoiłem się i wytłumaczyłem sobie, że wróciła pewnie do domu. Zerknąłem na zegarek dochodziła 5 rano, wrażenia dzisiejszej nocy dalej dawały się we znaki dlatego pomimo dużego zmęczenia postanowiłem wziąć długą relaksującą kąpiel - to coś co dawało mi ukojenie w takich momentach. Udałem się do łazienki i napuściłem wody do mojej dużej wanny z hydromasażem. Gdy wanna była wypełniona po brzegi nalałem do niej aromatycznego olejku, rozebrałem się i wszedłem do środka, oparłem głowę o oparcie, przymknąłem oczy i oddawałem się falom przyjemnego ciepła.
*
- Witam Justin! Już jestem! - Usłyszałem głos Katie z kuchni, jęknąłem cicho i obróciłem się na drugi bok przykrywając się pościelom. Wiedziałem, że ta kobieta starała się zastąpić mi matkę i jak zejdę na dół nie uwolnię się od jej przywitań, pytań i uścisków. Katie była to samotna Pani po czterdziestce, zajmowała się moim domem jak i czasami mi gotowała. Była to naprawdę urocza kobieta i uczciwie pracowała na swoją pensję.Pewnie zastanowicie się dlaczego jako gosposię zatrudniłem kobietę po czterdziestce, a nie młodziutką i seksowną dwudziestolatkę. Odpowiedź jest prosta - jakbym zatrudnił jakąś młodą Panią prędzej czy później skończyłbym z nią w łóżku, a ja potrzebowałem zaufanej kobiety, która uczciwie zajmie się moim domem, bo ja nadzwyczajnie w świecie nie mam na to czasu. Zerknąłem na zegarek, który stał na szafce nocnej. Dochodziła godzina 12:00 w południe. Jęknąłem i z trudem zwlekłem się z łóżka, a pierwsze co zrobiłem to spojrzałem na telefon. Kilka nieodebranych połączeń od pracowników z firmy, 5 wiadomości również od pracowników z firmy (zginęli by beze mnie) i jedna wiadomość od Jack'a kliknąłem w nią i moim oczom pokazał się tekst informujący, że wszystko jest w porządku, jest bezpieczny w domu i chce dziś odpocząć od wszystkiego. W sumie rozumiałem kolesia. Odetchnąłem i rzuciłem telefon na łóżko, wszedłem w moje szare dresy i zbiegłem po schodach na dół. Katie robiła coś przy blacie kuchennym, gdy usłyszała, że się zbliżam automatycznie do mnie podbiegła i zaczęła z całej siły mnie przytulać co oczywiście odwzajemniłem.
- Ohh mój Justin! Tak strasznie za Tobą tęskniłam! W domu nie umiałam sobie miejsca znaleźć, pracując dla Ciebie przynajmniej jakoś zajmuję swój czas. - Katie odsunęła się ode mnie i pogładziła mój policzek przez co poczułem się jak dziecko, uśmiechnąłem się do niej promiennie.
- Również się cieszę, że Cię widzę Katie. W końcu mam koło siebie kogoś zaufanego z kim mogę pogadać. Mrugnąłem do niej, a ta klepnęła mnie delikatnie w ramię.
- Opowiadaj jak było, przygotowałam już obiad. Siadaj do stołu, wszystko jest podane. Pewnie wygłodniałeś, bo z tego co wiem to twoja siostra nie za dobrze gotuje, oczywiście nie obrażając jej. W ogóle jak pogada w Stratford? Było pogodnie? Wypocząłeś? - Wiedziałem, że te pytania dziś nie będą miały końca dlatego westchnąłem i usiadłem do stołu, odpowiadając na każde pytanie Katie. Opowiedziałem jej wszystko w najdrobniejszych szczegółach ta nie narzekała. W między czasie jedliśmy pysznego kurczaka z ananasem podanego z ryżem. Ona to jednak umie gotować. Naszą rozmowę jednak przerwał dźwięk dzwonka. Czyżby kolejna pogróżka? Wzdrygnąłem się na tą myśl, przecież z nikim nie byłem umówiony. Wytarłem serwetką kąciki swoich ust i wstałem od stołu. Nacisnąłem klamkę drzwi głównych i omal się nie przewróciłem, to co ujrzałem wprowadziło mnie w osłupienie.
- Ohhh ciocia Vanessa! Witaj! - wyjąkałem i podrapałem się po karku. Czułem się nieco niezręcznie z resztą nie ja jedyny. Venessa była moją przyszywaną ciocią, jednak wszyscy traktowaliśmy ją jak członka rodziny. Juz miałem wpuścić ją do środka, gdy zauważyłem przy jej nogach dwie duże, czarne, prostokątne walizki. Otworzyłem oczy szerzej. To nie mogło być to o czym właśnie myślałem.
- Cześć Justin. Przyje-przyjechałam prosić Cię o prośbę. Możemy wejść? - spojrzałem na nią i dopiero teraz się zorientowałem, że był z nią mój 16 letni kuzyn Kevin i.. o nie.. tylko nie to. Moja 17 letnia kuzynka Lisa. Ta dziewczyna była świrnięta na moim punkcie. Rok temu, jak byłem na jej 16 urodzinach próbowała mnie siłą zaciągnąć do łóżka i myślała, że cały czas będę lecieć na jej krągłości, bo nie powiem ciało jak na 18 letnią dziewczynę miała strasznie seksowne. Lisa jakby czytając mi w myślach zmierzyła mnie wzrokiem i przygryzła wargę. Boże myślałem, że zwymiotuję. No tak. Stoję w samych dresach, bez koszulki. Muszę zacząć uważać.
- Oczywiście ciociu, wejdźcie - zaprosiłem ją do środka i przytuliłem się z nią,z Kevinem przybiłem piątkę, a Lisa.. Lisa rzuciła się na mnie w namiętnym uścisku tak, że jej duże piersi napierały na moją nagą klatkę piersiową. Cycki prawie wypływały jej ze stanika, miała strasznie duży dekolt, nie miałem pojęcia gdzie ułożyć swoje dłonie, bo nie chciałem w żaden sposób jej sprowokować.
- Oh Justin.. tak się za Tobą stęskniłam - wymamrotała mi nad uchem.
- Tak Lisa, ja za Tobą też - bąknąłem i czym prędzej wyswobodziłem się z jej uścisku. Wziąłem walizki i ustawiłem je w przedpokoju. Następnie skinąłem ręką by zaprowadzić ciocię do salonu.
- Boże Justin! Jaki piękny dom! - Ciocia rozglądała się dookoła i złożyła swoje ręce w geście zachwytu, zaproponowałem jej wody, ale odmówiła. Wszyscy w czwórkę usiedliśmy na kanapie, Katie stwierdziła, że nie będzie nam przeszkadzać i udała się do domu. Zapewniła, że wpadnie wieczorem sprawdzić jak się miewam. Podziękowałem jej i spojrzałem na moją ciocię.
- Więc ciociu co to za prośba? - spojrzałem na nią i z jej wyrazu twarzy mogłem odczytać, że nie będę zadowolony.
- Justin.. jest mi cholernie głupio.. - przerwała, a ja kiwnąłem by kontynuowała i się nie krępowała. W końcu byliśmy rodziną, a rodzina ma sobie pomagać.
- Justin. Potrzebuje pomocy. Moja matka ciężko zachorowała. Potrzebuje stałej opieki, a jak dobrze wiemy mieszka w Japonii, jestem zmuszona wyjechać do niej na co najmniej 6 miesięcy. Oczywiste jest to, że nie mogę wziąć ze sobą dzieci, bo nie umieją języka, a muszą kontynuować swoją naukę. Jesteś moją jedyną nadzieją, kochanie. Proszę Cię, nie będą sprawiać dużo kłopotów. Lisa jest prawie dorosła i dojrzała jak na swój wiek. - O mało nie prychnąłem. Tak, Lisa dojrzała jak na swój wiek. Cały czas się uśmiechałem, by nie ukazać swojej złości. Co niby miałem jej powiedzieć? "Tak, ciociu jasne! Ale nie jest problemem, że nie bedzie mnie w nocy, bo prowadze dwa najlepsze kluby nocne w LA? No i tak o mało bym zapomniał! Ściga mnie psychopata, który atakuje moich bliskich. Zdradzę Ci nawet, że do mojego przyjaciela przypiął bombe! Super, nie? Myślisz, że dzieciaki sobie poradzą?" Nie wiem czy byłbym w stanie znieść rozpacz cioci gdybym zostawił ją na lodzie. To coś nie do pomyślenia, ale bałem się również o bezpieczeństwo dzieciaków. Byłem w stanie się zgodzić w końcu zawsze Katie może ich przypilnować, ale czy rzeczywiście ze mną były bezpieczne? Poza tym to poważna decyzja, o takich wyjazdach nie informuje się od tak z dnia na dzień, tylko planuje sie wszystko od miesięcy.
- Uhh.. ciociu nie wiem.. po prostu nie jestem pewny czy sobie poradzę, mam dopiero 23 lata. - zerknąłem na nią i od razu pożałowałem swoich słów. Ciocia zrobiła się blada i myślałem, że zaraz się rozpłacze. Podeszła do mnie i położyła rękę na moim ramieniu.
- Justin.. nie znam bardziej odpowiedzialnej osoby od Ciebie. Spójrz. Masz 23 lata, a tyle w życiu już osiągnąłeś. Radzisz sobie świetnie, zawsze powtarzam Kevinowi, że ma brać z Ciebie przykład, jesteś świetnym wzorem do naśladowania. - Ohh.. ciociu gdybyś wiedziała czym sie zajumuje od razu zmieniłabyś o mnie zdanie i spieprzałabyś z dzieciakami jak najdalej. Spojrzałem ukradkiem na Lisę, która siedziała naprzeciw mnie,  miała założoną nogę na nogę i cały czas wpatrywała się we mnie nachylając się co raz to bardziej bym mógł obserwować jej piersi - oczywiście tego nie robiłem.
- Postaram się Cię nie zawieść ciociu - uśmiechnąłem się, a ciocia pisnęła z radości. Zgodziłem się jedynie ze względu na Kevina, ten chłopak był naprawdę w porządku, lubiłem dzieciaka. Vanessa rzuciła się na mnie i zaczęła mnie przytulać i dziękować.
- Ohh Justin jestem tak wdzięczna. Mogłabym zostać jeszcze dziś na noc? Muszę omówić coś z dzieciakami, a wylot mam z lotniska jutro o 11:00. Nie masz tego za złe? - zapytała z nutką nadziei w głosie.
- Oczywiście, że nie zaraz pokaże wam wasze sypialnie. - uśmiechnąłem się i wstałem z kanapy. Wziąłem dwie duże walizki i zaniosłem je na górę. Przedstawiłem dzieciakom ich pokoje - były zachwycone, w szczególności Lissa, która miała w swoim balkon i jacuzzi. Fajnie, że mogłem pomóc swojej rodzinie. Przez to czułem się o wiele lżej i w końcu wiedziałem, że robie coś dobrego, a to pozwalało mi zapomnieć o wszystkich złych rzeczach. Byłem zadowolony.
Po podwieczorku poszedłem odpocząć do swojej sypialni. Ciocia czytała książkę na balkonie, a Kev grał w gry wideo, położyłem się na łóżku i uruchomiłem swoją plazmę, miałem ochotę zobaczyć jakiś thriller. Byłem fanem mocnego kina, nagle z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłem swoją głowę w bok i westchnąłem z irytacją. Była to Lisa. Miała na sobie czarne bikini, jej piersi wypływały z góry stroju, a dół opinał jej pośladki. Wiedziałem, że robiła to specjalnie, ale na mnie to nie działało. Miałem inną wizję kobiety w głowie. Lissa zmierzyła wzrokiem mnie leżącego na łóżku, a następnie usiadła na jego skraju. Położyła swoje dłonie na kołdrze, zaciskając na niej swoje małe piąstki. Uniosła swoje pośladki regularnie kilka razy tak, że łóżko wydało charakterystyczne skrzypienie i ugięło się pod nią.
- Mmm - wymruczała, a ja pokręciłem głową.
- Jakie miękkie, jest o wiele lepsze od mojego, myślisz, że będę mogła tu spać? W końcu jesteś moim przyszywanym kuzynem, a ja nie jestem przyzwyczajona spać w nowych miejscach. Muszę się zaklimatyzować. - uśmiechnęła się figlarnie, a ja myślałem, że zwrócę obiad. Momentalnie wstałem z łóżka i zwróciłem się do niej.
- Lisa kurwa, jesteś moją kuzynką i nikim więcej. Chce, aby było jasne, że przyjąłem Cię tutaj tylko ze względu na waszą mamę. Nie chce jej zawieźć. Żadna twoja gra nie poskutkuje - podkreśliłem swoje ostanie słowa. Byłem pewny, ze Lissa momentalnie wstanie i wyjdzie, jednak ona wstała i podeszła do mnie tak, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Rękę położyła na mojej szyi i przyciągnęła mnie do siebie tak, że nasze usta prawie się stykały.
- Posłuchaj Bieber - wysyczała, a ja czułem chłód jej słów na moich wargach.
- Dobrze wiem, że masz dwa nocne kluby w Los Angeles. Chyba nie chcesz, aby twoja rodzina całkowicie się od Ciebie odwróciła? Wiem też czym się zajmujesz i jak traktujesz kobiety. Dosłownie wiem wszystko, wiec proszę stul ten swój pysk i bądź grzeczny. Od dziś gramy na moich zasadach. - splunęła jadem, a mi zawróciło się w głowie, Lissa wyszła, kręcąc swoim tyłkiem, a ja zacisnąłem pięści tak, że moje knykcie pobladły. Mała suka miała tupet. Widzę, że chce poznać prawdziwego Biebera. Nie będzie mną pogrywać. Chcesz się bawić? W takim razie witamy w świecie Justina, Lisso.
~*~
Rozdział jest długi, następny będzie w przyszłym tygodniu. Czujecie jakiś niedosyt? Ja jestem zadowolona i  ukochani mam prośbę proszę informujcie znajomych o moim fanfiction i polecajcie bloga, chciałabym zdobyć więcej czytelników, wciągnęłam się w pisanie tego opowiadania i nie chcę go kończyć. Dziękuję za aktywność pod ostatnim rozdziałem jesteście kochani, ściskam
NASTĘPNY ROZDZIAŁ = 25 KOMENTARZY 

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział szósty

Justin’s POV 
Szczerze? Zamurowało mnie, o mało co nie potknąłbym się o stojący z boku samochód. Najbardziej jednak zabolało mnie gdy zauważyłem łzy w oczach przyjaciela, zazwyczaj był on twardy – tak jak i ja, ale w takiej sytuacji trudno było zachować spokój. Odwróciłem się tyłem do Jack’a i oparłem się łokciami o maskę samochodu, ręce wplątałem w moje włosy i mocno za nie szarpnąłem. Zacisnąłem szczękę. Czułem jak zdenerwowanie we mnie rośnie, w takim momencie miałem ochotę wyładować swoje emocje przez przemoc. Dlatego z całej siły, walnąłem pięścią w maskę mojego samochodu, zostawiając w niej wgniecenie. Nie spodziewałem się, że mogę mieć tyle siły, następnie z pełną parą kopnąłem nogą w oponę od auta i aż syknąłem. Wyprostowałem się i schowałem twarz w dłoniach.
- Cholera Justin proszę, ża-żadnych.. nerwowych ruchów. – Jack zająkał się, a następnie kontynuował, zauważyłem jak drżą mu dłonie.  – Zrozum.. ja w każdej chwili mogę wybuchnąć – wysapał, i podrapał się po karku zmieszany, przyznam, że zabrzmiało to nieco komicznie. Po chwili zastanowienia otworzyłem drzwi do samochodu i usiadłem po stronie kierowcy bokiem do Jack’a tak, bym mógł patrzeć mu prosto  twarz.
- I co my teraz zrobimy? – ruszyłem lekko dłońmi i spojrzałem w jego oczy, był strasznie wystraszony, z resztą ja również. W każdej sekundzie mogliśmy zostać usunięci z powierzchni ziemi i gówno by po nas zostało. Na tą myśl westchnąłem – Opowiedz mi najpierw co za idiota… - po tych słowach Jack syknął, a ja zrozumiałem aluzję. Mogliśmy być podsłuchiwani. Kontynuowałem – no dobra.. co za „pajac” przypiął to gówno do twojego ciała? – spojrzałem na niego, a on stał nadal nerwowo, od kąt tu przyjechałem, ani drgnął. Stał cały czas w tym samym miejscu by nie zagrażać, ani sobie, ani mi.
- Jay.. ja.. ja nie pamiętam. Serio stary. Stałem oniemiały pod mostem jak mnie tam zostawiłeś, a gdy miałem się ruszyć ogarnęła mną ciemność i pac, zemdlałem. Następnie się obudziłem i to gówno już ze mną było, dostałem tylko sms’a, że mam sprowadzić Cię na most – Kiedy Jack skończył mówić, coś przyszło mi do głowy.
- Gdzie masz telefon stary? – powiedziałem i automatycznie wstałem wychodząc z auta.
- W kieszeni – Jack odpowiedział cicho i wyciągnął powoli swoją komórkę z kieszeni, był zmieszany. Nie miał pojęcia co chcę zrobić i myślę, że obawiał się tego. Gdy już ją wyciągnął, podszedłem do niego niepewnie i wyrwałem mu ją szybkim ruchem z dłoni. Czym prędzej otworzyłem tylnią klapkę, a Jack jęknął. Wysunąłem kartę sim, a telefon odrzuciłęm spowrotem do Jack’a. Sam znów zgięłem kartę w pół i wyciągnąłem zapalniczkę. Jednak Jack krzyknął i zaczął nerwowo wymachiwać rękami.
- Stary, pogrzało Cie?! Mam na sobie ładunek wybuchowy, a ty pajacu, chcesz przy mnie odpalać ogień. Nie no zajebiście. Jesteś naprawdę inteligentny. – warknął, a mi zrobiło się nieco głupio, bo zachowałem się lekko myślnie, a jasne było, że w takiej sytuacji należało wszystko rozważyć. Wyciągnąłem z kieszeni scyzoryk i przejechałem ostrym ostrzem wzdłużej małej  kwadratowej powierzchni, rozcinając ją na pół. Następnie wyrzuciłem ją do rzeki i spojrzałem na Jack’a był wystraszony i cały drżał – podejrzewam, że z zimna, bo stał na dworze w samej koszulce na ramiączkach. W każdym razie nie był spokojny.
- Wsiadaj – odchrząknąłem i otworzyłem drzwi po stronie kierowcy, wsiadłem do mojego nowego ferrari. Położyłem dłonie na kierownicy, a głowę oparłem o zagłówek. Odetchnąłem, a następnie spojrzałem na Jack’a, który wytrzeszczył oczy i spojrzał na mnie niedowierzając.
- Jay.. ja.. ja nie zrobię tego. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie będę ryzykować Twojego życia. – powiedział nieco zmieszany.
- Mam plan. Wsiadaj. Już – mój ton był nieco ostrzejszy, dlatego Jack lekko drgnął i czym prędzej wsiadł po stronie pasażera. Usiadł ostrożnie i widziałem na jego czole liczne kropelki potu, strasznie się denerwował. Z resztą nie on jeden. Przełknąłem ślinę i wyciągnąłem mój telefon z kieszeni. Wiedziałem już co zrobię. Otwarłem aplikację do wysyłania sms’ów i zacząłem jechać palcami po klawiaturze.

Witaj David, tutaj Bieber. Wiesz dobrze, że wisisz mi przysługę. Za 15 minut jestem pod twoim domem. Przygotuj żonę. 

Bling, wysłane. Odłożyłem telefon na półeczkę i ruszyłem samochodem. Nie wiedziałem ile mamy czasu, ale wiedziałem, że muszę zdążyć. (…)

Rose’s POV
Gdy usłyszałam jak ktoś przekręca gałkę od drzwi wejściowych automatycznie przełknęłam ślinę i wzdrygnęłam się, nie wiedziałam co mam robić, tym bardziej, że miałam na sobie samą czerwoną koronkową bieliznę. Czym prędzej wybiegłam z łazienki i ruszyłam szybkim krokiem do jednej z szaf Justina, z niej wyciągnęłam jakąś białą koszulę, która przyjemnie pachniała jego perfumami. Wiedziałam, że to nie moment na takie stwierdzenia, ale miałam cholerną ochotę non stop na nowo zatapiać się w tym męskim i uwodzicielskim zapachu. Po chwili ocknęłam się, a mój mózg zaczął normalnie pracować. W końcu musiałam zacząć myśleć, ktoś wszedł tu bez pukania, co nie wróży zbyt najlepiej, bo co do cholery ktoś robiłby w jego domu o trzeciej w nocy? Zapewne nie była to jego babcia z piernikami na podwieczorek. Odchrząknęłam i powoli ruszyłam w stronę drzwi. Przekręciłam pomału gałkę i uchyliłam je. Następnie ostrożnie wychyliłam przez nie głowe. Rozejrzałam się dookoła, a jak nikogo nie zauważyłam wyszłam na korytarz.
- Bieber, do chuja! Gdzie jesteś?! – wyraźny męski głos rozniósł się po całej rezydencji. Stanęłam jak wryta i nie umiałam ruszyć się, ani o krok. Nogi w tej chwili miałam jak z waty, a cała pewność siebie zniknęła. Nagle na schodach ujrzałam wysoką postać. Zdecydowanie był to mężczyzna. Przechyliłam głowę lekko w bok by móc ujrzeć jego twarz, miał delikatny zarost, był wysoki, a jego ciało praktycznie w całości było pokryte tatuażami. Wzdrygnęłam się. Dobrze znałam tego faceta.
- Rose co ty tu do cholery robisz?! – Matt nie krył zdziwienia jak i ja. Co do cholery Justin miał wspólnego z tym sukinsynem? Matt był moim szefem, zatrudniłam się w klubie, który prowadził niespełna tydzień temu. Oczywiście nie jako prostytutka. Tańczyłam rekreacyjnie na rurze jeżeli tak to mogę nazwać. Nie spałam z żadnym klientem, ani żaden nie mógł mnie dotykać. To było troszkę pocieszające, chociaż nie za bardzo pasował mi widok pożerających mnie wzrokiem napalonych oraz zamężnych kolesi. To ohydne. Oczywiście powody dla których zniżyłam się do tego poziomu, były oczywiste. Dopiero co przeprowadziliśmy się wraz z rodzicami do tego miasta i musiałam w jakiś sposób ich wesprzeć. Na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze. Jednak pomyślałam, że koleś taki jak Justin może być kimś ważnym dla Matta, postanowiłam podnieść poczucie własnej wartości oraz również swoje mniemanie w jego oczach, chociaż wcale nie miałam tego w naturze.  Dlatego pewna siebie oparłam się bokiem o ścianę i założyłam ręce na piersi. Fakt, że miałam na sobie samą koszule mnie nie pocieszał. Musiałam co chwilę przymykać oczy by nie czuć na sobie wzroku Matta. Po chwili odchrząknęłam i zaczęłam mówić.
- Justin pojechał pozałatwiać kilka spraw na mieście. Nie wiem za ile wróci. – Powiedziałam starając się nie tracić pewności siebie. Zerknęłam na twarz Matta, która wyraźnie była zmieszana.
- Justin? Dziewczyno dla Ciebie to jest Pan Bieber. – Zdziwiłam się gdy Matt wypowiedział te słowa w moim kierunku, lecz cały czas uważnie słuchałam tego co mówi. – Bieber jest Twoim szefem Rose. Miał dwumiesięczną przerwę i właśnie wrócił do pracy. Przypominam, że jutro wieczorem jest Twoja zmiana, a Justin pojawi się w klubie. Jego główną zasadą jest niesprzymierzanie się z pracownicami dlatego lepiej dla Ciebie jak o Nim zapomnisz. Dla niego jesteś marną dziewczynką, która nic nie znaczy w tej układance. – Prychnął, a po jego ostatnich słowach zapiekły mnie oczy. Przełknęłam ślinę i przygryzałam policzki od wewnątrz by się nie rozpłakać, byłam twarda, ale jego ostatnie słowa mnie zabolały. Nie okazał mi w żaden sposób szacunku, a przez to poczułam się jak nic nieznaczące gówno. Nie wiedziałam co powiedzieć nie mogłam go uderzyć, a tym bardziej na niego nakrzyczeć, bo chcąc nie chcąc on był moim drugim szefem. W każdej chwili mógł mnie zwolnić, a w tej chwili to było mi najmniej potrzebne. Starałam się poskładać wszystkie myśli, które atakowały mój mózg. Lecz moją zadumę przerwał dźwięk uchylanych się drzwi, automatycznie z Mattem nasze głowy zwróciły się w kierunku wejścia do rezydencji. To co ujrzałam jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Była to Isabell jedna z dziwek, która pracowała wraz ze mną. Dzieliła nas jedynie branża. Ja tańczyłam, a ona się puszczała. No cóż. Nie wiem jak można sprzedawać swoje ciało za pieniądze. Matt na jej widok od razu zrobił się czerwony ze złości.
- Isabell wracaj do samochodu! Muszę do kończyć pewną sprawę z Rose. – Zdziwiło mnie to, że zwraca się do niej jej pełnym imieniem, bo prawie nikt w klubie tego nie robił. Gdy Isabell na mnie spojrzała moje ciało przeszedł dreszcz. Uśmiechnęła się łobuzersko i założyła ręce na piersi. Miała na sobie czarną obcisłą mini i biały obcisły tshirt z dużym dekoltem, przez to jej sztuczne cycki, aż wypływały z ciasnej bluzki. Na samą myśl o niej uprawiającej seks z jakimś facetem zrobiło mi się niedobrze.
- Co ona robi u Biebera w domu? - jej głos był przesiąknięty jadem. - Niby tańczy tylko dla nas, ale jak widać ma też w naturze puszczanie się z szefem. - Zaśmiała się, a ja zacisnęłam pięści. Miałam ochotę jej walnąć. Dosłownie. Moja twarz zrobiła się czerwona ze zdenerwowania jak i trochę ze wstydu. Wiedziałam, że jutro wszystkie dziewczyny w klubie będą już o tym gadać. - No nie powiem sama chętnie chciałabym być na Twoim miejscu, ale pamiętaj dziewczynko, że dla niego jesteś tylko zabaweczką. - Po tych słowach odwróciła się i znikneła w mroku, zaś Matt westchnął tak jakby chciał przyznać jej racje. Miałam ochotę krzyknąć "Halo! To, że jestem w jego domu w samej koszuli nic nie znaczy!". Po raz kolejny miałam ochotę się rozpłakać. Przecież nic złego nie zrobiłam, chciałam tylko spędzić miły wieczór z Justinem w klubie, a za to w zamian zostałam napadnięta, pobita i osądzona przez dwie osoby o okropnych osobowościach, że sypiam z Bieberem za pieniądze. Moje życie rozpadało się na kawałeczki. Brakuje tylko tego, aby moja rodzina dowiedziała się czym zajmuje się w wolnym czasie. Westchnęłam.
- Słuchaj Rose, nie wiem co tutaj robisz i nie chcę w to wnikać w każdym razie, gdzie jest Bieber? Ważna sprawa czeka na niego w klubie, a ja sam jako zastępca nie mogę niczego załatwić. Potrzebuję go natychmiast. - Matt podkreślił ostatnio słowo. Co niby miałam mu powiedzieć? Nie miałam pojęcia gdzie jest Justin. - Matt, ja.. ja nie mam pojęcia gdzie on jest. Naprawdę. Boli mnie głowa i mam ochotę wrócić do domu. Dlatego wybacz, ale będe się zbierać. - Powiedziałam, a mój ton był słaby. Naprawdę byłam zmęczona i cały czas walczyłam z poczuciem niskiej wartości. Przymknęłam swoje powieki, odwróciłam sie tyłem do Matta i ruszyłam powoli w kierunku sypialni, chciałam sie ubrać i czym prędzej wrócić do domu.
- Może Cię podwieźć? - Matt zapytał z troską w głosie. Nie, żeby coś, ale od kąt pracuje dla Niego (i jak się okazuje dla Biebera) czuje wyraźne zainteresowanie jego moją osobą. - Nie, dziękuje wrócę sama. - powiedziałam, a Matt oddalił się. Słyszałam to po jego krokach. - W takim razie dobranoc panienko Rose, przyjemnej nocy. - Po tych słowach drzwi sie zatrzasnęły, a ja zostałam sama. Oczy znów mnie zapiekły i poczułam, że moje policzki są mokre. Czułam się jak gówno-nic dla nikogo nie znaczyłam. Szybko spakowałam swój telefon do torebki zrzuciłam koszulę Justina, która cały czas pachniała nim, ja jednak chciałam pozbyć się tego zapachu. W tym momencie nie chciałam czuć nic związanego z nim. Pracuje dla niego, jestem tylko zwykłą marionetką, którą może zagrać jak chce. Powtarzałam sobie w głowie. Założyłam na siebie swoje szorty, które udało mi sie ocalić. Jednak po mojej koszulce nie zostało nic dlatego wdziałam swoją skórzaną kurtkę i zapięłam ją pod samą szyję. Nie chciałam dłużej przebywać w tym domu. Chwyciłam moją torebkę i czym prędzej wydostałam się z rezydencji. Gdy wyszłam moje ciało przeszedł dreszcz spowodowany zimnem. Potarłam ręką moje ramię, a moje ciało zadrżało. Wydostałam się z podwórka Biebera i zaczęłam iść na wprost walcząc ze łzami, które non stop napływały mi do oczu. Nie chciałam sobie pozwolić w tym momencie na coś takiego. Szłam wzdłuż chodnika, jedyne co było słychać to dźwięki, które wydawały kruki oraz sowy. To wprawdzie powodowało dreszcze na moim ciele. Chciałam jak najprędzej dostać się do mojego pokoju, choć wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe. Wiedziałam, że w tym mroku coś na mnie czeka.
~*~
Kochani przepraszam, że rozdział dodany jest tak późno, ale tamten tydzień był strasznie zalatany. Miałam egzaminy gimnazjalne jak i te do bierzmowania. Obiecuje się dodawać rozdziały częściej jak i przestrzegać terminów. Chce, abyście byli zadowoleni.

Kolejna sprawa to zwiastun, który został wykonany na mojego bloga, zachęcam wszystkich do obejrzenia, ponieważ jest cudowny.

Trochę się zawiodłam, ponieważ pod zeszłym rozdziałem widoczne jest tylko 14 komentarzy :( Naprawdę rozdział jest, aż tak beznadziejny? Następny rozdział dodam dopiero wtedy gdy będzie wyznaczona liczba komentarzy, bo jest mi naprawdę przykro i nie mam motywacji, aby dalej kontynuować to opowiadanie

KOLEJNY ROZDZIAŁ = 20 KOMENTARZY
kocham was i udanej majówki!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział piąty

Przełknąłem ślinę i ostrożnie wstałem z łóżka, nie byłem w stanie racjonalnie myśleć. Czułem jak w środku wzbiera się ogromna złość. Złość na samego siebie. Jak mogłem do cholery zostawić Jack’a pod mostem?! Czy ja do cholery jestem normalny?! W mojej głowie kiełkowało się od myśli. Wiedziałem jedno, musiałem szybko wrócić na most. W tej chwili nie bałem się o samego siebie, bałem się o przyjaciela. Byłem w stanie zaoferować mnie samego w zamian za jego wolność. Czym prędzej sięgnąłem po komórkę, która leżała na szafce nocnej i szybkim krokiem skierowałem się w kierunku drzwi.  Nagle usłyszałem cichy głos Rose.
- Mogę wiedzieć o co Chodzi, gdzie się wybierasz? - Zapytała, a po tych słowach lekko się uniosła i oparła swoje ciało na łokciach, zerkając w moim kierunku.
- Rose, słuchaj mam kilka ważnych spraw do załatwienia na mieście.  – W tym momencie zerknąłem na zegarek, a Rose zaczęła chichotać. Cholera, naprawdę nie byłem w humorze do żartów.
- Ważne sprawy na mieście o godzinie trzeciej nad ranem? Kim ty jesteś? Alfonsem? – spytała z ironią w głosie i zaczęła się śmiać, jednak gdy zobaczyła, że mnie w tej chwili to nie bawi przestała i odgarnęła kosmyk włosów za ucho nieco speszona.  Nie powiem, że wyglądała w tym momencie cholernie uroczo. Ja pieprze Justin, weź się w garść! Twój kumpel jest w cholernym niebezpieczeństwie, a ty stoisz jak kołek przy łóżku zajebiście gorącej blondynki, która jest przesłodka i podniecasz się jej śmiechem.
- Nieważne. Naprawdę się śpieszę, proszę zostań tu za niedługo wrócę, weź kąpiel, zrelaksuj się, zjedz coś , cokolwiek.  Po tych słowach bez zastanowienia wybiegłem, trzaskając drzwiami . Na dworze było zimno,stanowczo za zimno. Chłód zawładnął całym moim ciałem, mogłem poczuć każdy podmuch wiatru. Wsiadłem do auta i ruszyłem w drogę. (...)
Po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Ku mojemu zdziwieniu cała okolica pogrążona była w ciszy, a na moście nie było nikogo.  Do moich uszu dobiegało tylko ciche pluskanie wody, które powodowało, że na moim ciele wystąpiła gęsia skórka. Wyszedłem ostrożnie z auta i stanęłam na betonowej posadzce. Czułem jak mocno bije mi serce, nie wiedziałem gdzie mam się udać i co do cholery robić. Jack mógł zostawić chociaż jakąś małą wskazówkę. No, bo co ja teraz niby miałem zrobić? Stać i czekać, aż mój przyjaciel umrze? Wszystko jest do dupy! Miałem wrócić i wszystko miało zacząć się układać, a tym czasem co? Stoję jak debil na moście, bo jakiś psychopata chce mnie zastraszyć poprzez odbieranie mi bliskich. Ohh o mały włos bym zapomniał, poznałem dziewczynę – Rose, która nie wiadomo skąd nosi obrączkę mojego zmarłego Ojca.  Moje rozmyślenia przerwał mi cichy jęk dochodzący zza moich pleców. Przysięgam to było chore! Myślałem, że umre, może i jestem twardy, ale nie miałem pojęcia co to do cholery jest.  Moim ciałem zawładnął nie przyjemny dreszcz. Wziąłem głęboki oddech, przymknąłem oczy i odwróciłem się na pięcie w oczekiwaniu na najgorsze. Stałem tak może z 10 sekund jak debil, ale ku mojemu zdziwieniu nic się nie działo.  Otworzyłem oczy i to co zobaczyłem nieco mnie uspokoiło. Odetchnąłem z ulgą.
- Stary..  co ty odpieprzasz? Widzę, że na prawdę w głowie Ci się coś poprzestawiało.  Dzwonisz do mnie o trzeciej nad ranem i myślisz, że będę miał ochotę na jakieś głupie żarty..  Chodź wracamy do domu.
Machnąłem ręką w kierunku przyjaciela i ruszyłem nieco swobodniej w stronę samochodu.  Już miałem otwierać drzwi, gdy zorientowałem się, że Jack, ani drgnął.  Spojrzałem  zdziwiony na przyjaciela.
-Jack..  na pewno.. -na pewno wszystko w porządku?- Mój głos w tym momencie zabrzmiał cholernie niepewnie, znów poczułem mocne ukłucie w sercu i paniczny strach.  Jack nie odpowiedział.  Do oczu mojego zajebiście twardego przyjaciela zaczęły napływać łzy.  Zamurowało mnie. Jack nigdy nie płakał! Nie wiecie jak cholernie źle czułem się w tej sytuacji. Jack dźwignął do góry swoją koszulkę, a ja zamarłem. Wytrzeszczyłem oczy z niedowierzaniem i zrobiłem jeden krok w tył, potykając się o samochód. Czułem, że tracę równowagę.  Do ciała Jacka był przypięty ładunek wybuchowy.

Rose’s POV 
Gdy Justin wybiegł z domu, zawładnął mną potworny chłód. Było mi  cholernie zimno, dlatego naciągnęłam kołdre pod sam mój nos i przymknęłam swoje oczy starając odtworzyć wszystkie zdarzenia  z dzisiejszej nocy. To było trudne, bo do cholery nic nie pamiętałam! Nie mam pojęcia co się stało, pamiętam tyle, że szłam spokojnym krokiem, a gdy stanęłam na moście nagle zawładnęła mną ciemność i uderzyłam głową o betonową posadzkę. Czułam czyjś oddech na moim karku, próbowałam użyć samoobrony, ale ten ktoś był cholernie silny. Byłam pewna, że tą osobą była kobieta. Rozpoznałam to po zapachu silnych perfum. Pachniała konwalią z nutką wanilii, zapach ten był przesłodki więc, aż mnie zmuliło. Później nastąpiło wielkie bum i straciłam przytomność.. Gdy się ocknęłam, czułam  cholerną wilgoć i szum wody, miałam poszarpane ubrania i byłam cała w krwi. Ta laska była cholerną psychopatką, wtedy chciałam wstać, ale nie miałam na to wystarczając sił, poza tym byłam okropnie obolała.  Zauważyłam tylko czarne buty, które stąpały pewnie po kamieniach. Moim ciałem znów zawładną lęk, gdy przypomniałam sobie to zdarzenie. Nagle ktoś się nade mną nachylił  i usłyszałam cichy szept „Nie zbliżaj się więcej do niego, to diabeł” – po tych słowach mnie zamurowało, dosłownie. Na początku nie umiałam skojarzyć o co dokładnie chodzi, dopiero potem do mojej głowy wbiły się wszystkie zdarzenia z przyjemnego wieczoru z tym cholernie seksownym facetem – Justinem.  Był cholernie przystojny i szarmancki, jednak wiedziałam o co mu chodzi. Chciał pobawić się ze mną, przelecieć, a na końcu zostawić. Niestety – nie ze mną te numery. Nigdy nie dam się na to nabrać. Poza tym przez niego jestem w poważnych tarapatach.
- Ugh.. co jest nie tak ze mną? Czemu moje życie nie może być jak życie każdej dziewczyny w moim wieku? – mruknęłam sama do siebie, przetarłam twarz dłonią i zerknęłam na palce, były czarne od rozmazanego makijażu. Chyba nie chciałam wiedzieć jak teraz wyglądam. Podniosłam się i zasyczałam, moje ciało przeszedł ból, a rany dalej dawały o sobie znać poprzez cholerne szczypanie. Postawiłam jedną nogę na panelach, a następnie druga noga poszła w jej ślady, wstałam. Okej – misja zaliczona. Odetchnęłam i rozejrzałam się po sypialni, była strasznie przytulna i ozdobiona w nowoczesnym stylu. Łóżko było duże i okrągłe, a nad nim wisiał jeden duży obraz przedstawiający jakąś abstrakcje. Nad szafkami wisiało dużo zdjęć, a drzwi balkonowe były udekorowane w czarne żaluzje. Ogólnie stylowa sypialnia jak na faceta, sądząc po jego rezydencji, na pewno nie urządził jej sam. Obkręciłam się powoli dookoła siebie szukając czegoś istotnego.. nagle jedne z drzwi przykuły moją uwagę. Klasnęłam w dłonie.
- Brawo Rose! To musi być łazienka, jesteś strasznie mądra! – Zaśmiałam się sama do siebie, zadowolona, że znalazłam to pomieszczenie. Jedyne czego teraz potrzebowałam to kąpiel oraz odkażenie ran.  Wolnym krokiem ruszyłam do drzwi, nacisnęłam  na klamkę i weszłam do środka. Ku mojemu zdziwieniu nie była to łazienka, był to strasznie malutki pokój przypominający garderobę, zapaliłam światło i rozejrzałam się dookoła. Na wieszakach  wisiała damska odzież. Głównie elegancka, a w pudłach pod wieszakami, leżały stosy zdjęć. Ruszyłam do jednej z komód i bez zastanowienia otworzyłam ją. Znajdowała się w niej różnego rodzaju droga biżuteria jak i różnorodne perfum. Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że szperam w cudzych rzeczach! Czym prędzej zatrzasnęłam komodę i już zmierzałam w kierunku wyjścia gdy coś na jednej z szafek przykuło moją uwagę. Nieco zdziwiona podeszłam do niej, na małej poduszeczce leżała obrączka podobna do mojej. Była dokładnie taka sama, nieco mnie to zdziwiło, ale jednocześnie zastanowiło. Przejechałam po niej opuszkiem palca i zorientowałam się, że moja obrączka nie spoczywa na swoim miejscu. Nie miałam jej na żadnym z palców. Cicho westchnęłam i uklęknęłam, przy jednym z pudeł. Wzięłam w ręce stosik zdjęć – mieściło się w nim może z 10 kolorowych fotografii, większość z nich ukazywało wesołą kobietę, wyglądała na nieco przed trzydziestką, stała obok kolorowego płotu wraz z młodym chłopakiem. Kobieta miała długie brązowe włosy, była uśmiechnięta jak i śliczna. Jej uśmiech przypominał mi o kimś. Po chwili zorientowałam się, że na fotografii obok kobiety stoi młody Justin. Zaśmiałam się. Był taki słodki, jego blond czupryna była rozsiana na wszystkie strony, a brązowe oczka z miłością spoglądały na jego rodzicielkę. Zdałam sobie sprawę, że to musiała być ona. Przejrzałam jeszcze kilka fotografii z uśmiechem na ustach, byli tacy szczęśliwi. Jednak po chwili do moich rąk wpadło coś miękkiego – coś znacznie innego. Nie była to fotografia, a zwykły biały papier z nadrukiem. Sunęłam wzrokiem po literach, a moje usta otwarły się ze zdziwienia.

KARTA ZGONU
1. Nazwisko:  Bieber
2. Imię:  Pattie
3. Data zgonu:  2013 sierpień 9. Godzina: 1:56 p.m
4. Data urodzenia:  1972 kwiecień 2. Godzina: 5:26 a.m
5. Płeć: żeńska 
6. Przyczyna zgonu:  
Nowotwór złośliwy, wywodzący się z tkanki nabłonkowej. 
7. Miejsce zgonu: szpital 
8. Osoba stwierdzająca przyczynę zgonu: lekarz bez sekcji zwłok

Na dole widniał jakiś podpis, oraz pieczątka jednego ze szpitali w Los Angeles. Nie mogłam uwierzyć, jego mama nie żyje. Zrobiło mi się cholernie przykro na myśl o tym jak on teraz musiał się czuć, nie minął nawet rok od jej śmierci. Cicho westchnęłam i odłożyłam akt zgonu na miejsce. Wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam za sobą drzwi, jedyne nad czym się zastanawiałam to fakt dlaczego na żadnym ze zdjęć nie było jego Ojca. Może rozwiódł się z jego Matką? Skarciłam się za te myśli, nie byłam w żaden sposób powiązana z Justinem, a już chciałam wniknąć w jego życie prywatne. Kobiety to jednak są wścibskie. Chociaż przyznam, że nigdy nie chciałam być taka jak większość kobiet. Nie lubiłam tego jak plotkowały czy też obgadywały się nawzajem. Nienawidziłam tej fałszywości i zazdrości w ich oczach. Psują sobie tylko przez to zdrowie i nerwy. Wzruszyłam ramionami i zwlekłam się do kolejnych drzwi, otworzyłam je i odetchnęłam z ulgą. Całe szczęście to była łazienka. I na dodatek jaka piękna. Czerwone kafelki, aż lśniły, a duża, okrągła wanna zapraszała w jej głąb. Mruknęłam sama do siebie i otworzyłam jedną z szafek, szukając apteczki. Gdy znalazłam już czerwone pudełeczko z narysowanym krzyżem, otworzyłam je i wyciągnęłam kilka wacików jak i wodę utlenioną.
- Wiem kochana, że tego nie lubisz, ale nikt inny tego za Ciebie nie zrobi – wyszeptałam do siebie i postawiłam nogę na toalecie. Wacik zwilżyłam wodą tlenioną i przejechałam nim sobie wzdłuż zakrwawionej kostki. Syknęłam z bólu i zagryzłam mocno dolną wargę, następnie opatrzyłam ją sobie bandażem. Przyszła kolej na plecy. Stanęłam tyłem do lustra, by móc dokładnie przypatrzeć się moim zadrapaniom. Odwróciłam głowę lekko w bok i to co zobaczyłam, aż mnie przeraziło. Na plecach widniał duży i dość widoczny napis, wydrapany jakby kocimi pazurami
„POCZĄTEK” 
Gdy to ujrzałam, łzy zaczęły napływać do moich oczu. Miałam cholernie dość.
- W co ja znów się wpakowałam?! Czy ja do cholery nie mogę mieć normalnego życia? – załkałam i oparłam swoje czoło o ścianę, cicho szlochając. Nigdy nie pokazywałam słabości, ale ponieważ w tym momencie byłam sama mogłam sobie na taką chwilę pozwolić. Musiałam uwolnić wszystkie złe emocje. Otarłam swoją twarz i zerknęłam do lustra. Nie zdążyłam się nawet sobie przyjrzeć, bo do moich uszu dobiegł zgrzyt otwieranego zamka. Wyprostowałam się, a moje serce zaczęło mocno bić.
~*~
Witam was kochani i co sądzicie o tym rozdziale? Starałam się jak mogłam :) Jak już pewnie zdążyliście zauważyć rozdziały są dodawane w czwartki i niedziele chciałabym nadmienić, że tak będzie już zawsze, jednak w tą niedziele rozdział się nie pojawi, bo jest Wielkanoc, a jak dobrze wiemy ten czas każdy z nas w jakiś sposób chce poświęcić rodzinie, poza tym w przyszły czwartek będę w trakcie pisania egzaminów, więc nie wiem czy dodam rozdział (myślę, że dodam, ale nie jestem tego pewna. Daje wam tak 80%) Chciałam wam całym serduszkiem podziękować za waszą aktywność na blogu, jestem mile zaskoczona. Mam nadzieje, że nie zawiedziecie mnie. Kocham was mocno. WESOŁYCH ŚWIĄT!
Czytasz = Komentujesz 

Jeżeli chcesz być informowany o nowych rozdziałach na moim blogu zostaw komentarz z nickiem do twittera, bądź aska w dziale "informowani" po prawej stronie mojego bloga :)

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział czwarty

Odruchowo odwróciłem głowę w kierunku drzwi. Byłem strasznie poddenerwowany. Odwróciłem głowę i co ujrzałem? Jakiś bogaty frajer próbował zgwałcić jedną z moich dziwek, dokładniej to Isabell. Musiał sobie wynająć jaką panienkę do towarzystwa na wieczór i w sumie nie dziwie się – z jego osobowością jak i mordą prędko pięknej towarzyszki, która poszłaby z Nim gdziekolwiek z własnej woli by nie znalazł. Wiedziałem, że nie mam czasu na zabawę, dlatego chwyciłem mocno nadgarstek Isabelli i pociągnąłem ją do siebie. Spojrzałem na twarz tego frajera, która momentalnie zrobiła się cała czerwona z wściekłości. Był obrzydliwy. Zrobił dwa kroki w moim kierunku tak, że stałem z nim teraz twarzą w twarz. Dokładnie spojrzał mi w oczy i już miał wymierzyć swój cios na co ja, odsunąłem się i zacząłem się śmiać.
-Przepraszam, ale ty chyba nie wiesz z kim masz do czynienia. – Z moich ust dobiegł ironiczny śmiech i zacząłem szperać w spodniach szukając mojej wizytówki. Gdy już ją znalazłem podałem mu ją.
-Proszę. – Musielibyście widzieć jego zdziwioną minę. Facetowi momentalnie opadła szczena. Nacisnąłem na klamkę od drzwi, chcąc wyprowadzić Isabell z toalety, ale jednak odwróciłem się
-Aha i jeszcze jedno. Z tego co wiem jest pan u mnie stałym klientem. Jeszcze jedno takie zajście, a będę musiał zawiesić pana usługi na stałe. W moim klubie nie ma miejsca na takie sytuacje. – Powiedziałem i szybkim krokiem wyszedłem z toalety, ciągnąc za sobą Isabell. Ledwo utrzymywała się na nogach, nie dość, że była pijana i waliło od niej wódą to na dodatek miała na nogach chyba dziesięcio centymetrowe szpilki, które nie pomagały w utrzymaniu jej równowagi. Ona sama w sobie była obrzydliwa. Nie dość, że sztuczna i pusta to na dodatek się puszczała. Nie wiem co Ci bogaci frajerzy w niej widzieli. Wyciągnąłem szybko telefon z bluzy i wykręciłem numer do Matt’a mojego współwłaściciela. Po kilku sygnałach usłyszałem jego zaspany głos.
-Ha-halo? – w tym momencie ziewnął, a mnie zamurowało. Czemu do cholery nie był w klubie?
-Czy ty idioto jesteś normalny?! Gdzie ty do cholery jesteś? Powinieneś być w klubie, tak? Właśnie jakiś bogaty burak chciał zgwałcić jedną z naszych dziwek – w tym momencie Isabell mruknęła, widocznie nie spodobało się jej to określenie. – a ty nadzwyczajnie w świecie sobie śpisz! – powiedziałem jednym tchem.
-Posłuchaj Bieber.. wszystko mam pod kontrolą, byłem zmęczony więc pojechałem się przespać czy coś w tym złego? – wysapał do słuchawki.
-Najwidoczniej tak. Posłuchaj uważnie, nie obchodzi mnie gdzie i w jakich warunkach teraz jesteś. Masz tu po nią przyjechać i to zaraz, ja mam parę spraw do załatwienia. – powiedziałem, a następnie się rozłączyłem. Spojrzałem na Isabell, stała kilka metrów ode mnie, a światło latarni oświetlało jej długie, opalone nogi. Paliła cienkiego papierosa, po jej wyrazie twarzy zauważyłem, że była strasznie zdenerwowana. Rozglądała się dookoła.
-Posłuchaj mnie.. – zwróciłem się do niej zmierzając w kierunku swojego samochodu. – Stój tu i czekaj na Matt’a, zaraz powinien po Ciebie być. Na dziś masz już wolne idź do swojego apartamentu i odpocznij. Tylko nie puszczaj mi się tu przypadkiem z kimś. Pamiętaj, że pracujesz dla mnie. – powiedziałem i otwarłem drzwi od auta siadając za kierownicę.
-A jeżeli pracuję już dla Pana, Panie Bieber.. to może i Panu będę mogła sprawić kiedyś przyjemność? – usłyszałem jej figlarny głos, na samą myśl o takiej sytuacji zrobiło mi się niedobrze. Nie odpowiedziałem. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i ruszyłem w kierunku mostu na Barker Street. Cholernie martwiłem się o Rose, nie chciałem do końca życia męczyć się z poczuciem winy, że przeze mnie ktoś zginął. W tej całej zagadce w końcu chodziło o mnie. Nie o nią, nie o Jack’a, nie o moją forse. Tylko o Justina Biebera. (…)
Minęło może kilka minut,a byłem już na moście. Ku mojemu zdziwieniu nic się nie działo, a właśnie panował spokój. Spokój w którym można było dostrzec coś podejrzanego. Wyszedłem z auta i i zrobiłem kilka nerwowych kroków. Nie zdajecie sobie sprawy jaki byłem zdenerwowany. Serce waliło mi jak oszalałe, nie chciałem, aby jakakolwiek krzywda działa się Rose. Zauważyłem, że coś mieni się na kamiennej posadzce kilkanaście metrów przede mną. Podbiegłem, a moje serce, prawie stanęło. Miałem teraz stu procentową pewność, to ta sama obrączka, którą nosił mój ojciec, a Rose miała na palcu w czasie naszego poznania. Cholerne komplikacje, o co chodziło do cholery?! Na wspomnienie o Ojcu, zacisnąłem mocno szczękę starając się opanować nerwy. Niestety. Byłem tylko człowiekiem i w tym momencie emocje wzięły górę. Łzy zaczęły napływać do moich oczu. W końcu uwolniłem wszystkie emocje, które zbierały się we mnie od kilku miesięcy. Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo potrzebowałem takiej chwili chociaż wiedziałem, że to nie jest odpowiedni moment na takie rozczulanie. Liczyła się każda minuta, coś groziło Rose, a ja nie byłem w stanie jej pomóc. Szybko przetarłem oczy i wziąłem się w garść. Ująłem złotą obrączkę i zacisnąłem ją mocno w pięści. Wstałem i rozejrzałem się do okoła. Nie miałem pojęcia co robić, na około panowała cisza i nikogo nie było w pobliżu. Mój wzrok jednak zatrzymał się na ścieżce prowadzącej w głąb lasu. Zmrużyłem lekko oczy, bo coś zbliżało się w oddali. Długo nie musiałem czekać. Z ciemności wyłoniła się sylwetka. Czułem jak zamieram, a moje serce wali w mojej piersi jak oszalałe. Przysięgam – myślałem, że to już koniec. Postać ta z każdą sekundą zbliżała się. Był to Jack. Odetchnąłem z ulgą, jednak nie chciałem ukrywać złości, którą żywiłem w tej chwili do przyjaciela.
-Stary,zwariowałeś?! Rose grozi niebezpieczeństwo, a ty jak idiota w środku nocy szlajasz się po lesie! Wszystko jak zwykle jest na mojej głowie! Musimy jej szukać! Jeżeli coś jej się stanie, będzie to Twoja wina. Zawsze jak jesteś potrzebny to Cię nie ma!
Wykrzyczałem mu prosto w twarz, a następnie gwałtownie się odwróciłem i walnąłem pięścią w betonowy mur.
-Koleś wyluzuj,okej?! To nie moja wina, że Ci laska zwiała! Trzeba było jej pilnować!
Po tych słowach czułem, że zaraz moje zdenerwowanie sięgnie zenitu i wybuchnę. Cisnąłem w przyjaciela kartką, którą dostałem w klubie.
-Masz! Czytaj!
Jack wziął kartkę w dłoń i zaczął sunąć wzrokiem po literach. Z każdym zdaniem jego twarz nabierała większego przerażenia. Usatysfakcjonowało mnie to, widziałem w jego oczach strach. Przejął się tym. Czyli był godny miana przyjaciela. Nagle nastała cisza. Właśnie tą ciszę przerwał szloch. Szloch dochodzący spod mostu. Gdy dźwięk ten dobiegł do moich uszu, aż się wyprostowałem, odwróciłem się przodem do przyjaciela tak, że oboje spotkaliśmy się wzrokiem. Serce waliło mi jak dzwon.
-Sta-stary.. słyszałeś to? – Jack jęknął, a głos mu się łamał. Przełknąłem ślinę, biorąc głęboki wdech. Bez zastanowienia ruszyliśmy po dróżce, która prowadziła pod betonowy most. Jack o mało nie wywróciłby się o wystający kamień. W ostatniej chwili złapałem go i przytrzymałem.
-Uważaj księżniczko.. – wysyczałem zdenerwowany. To co zobaczyliśmy pod mostem wprowadziło nas w osłupienie. Jack doznał takiego szoku, że nie był w stanie się ruszyć, a ja? No właśnie, a ja nie wiedziałem jak mam to skomentować. Złość zawładnęła mym całym. W ciemnościach leżała wijąca się z bólu Rose, jej koszulka była cała potargana, tak samo jak szorty. Na jej plecach można było zauważyć wyraźne zadrapania. Podbiegłem szybko do dziewczyny, objąłem ją ramieniem, a jej rękę chciałem zwiesić sobie na karku tak by bez żadnego urazu móc zaprowadzić ją do mojego samochodu.. i  wtedy zorientowałem się, że rany na jej plecach to nie zadrapania.. to wyraźny napis. Wzdrygnąłem się. Jack, ani drgnął. Przejechałem opuszkami palców wzdłuż zakrwawionych pleców dziewczyny, w tej samej chwili Rose cichutko jęknęła. Obróciła się tak, aby móc spojrzeć mi w twarz. Wzrok Rose przeraził mnie, obserwowała moją osobę z nienawiścią. Przesadną nienawiścią. Wystraszona nagle wstała, ledwo utrzymując się na nogach. Byłem w szoku.
-Spokojnie Rose.. nie skrzywdzę Cię, pozwól, że odwiozę Cię w bezpieczne miejsce. – Ona jedynie niepewnie przytaknęła, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. Otrzymując jej zgodę  bez zastanowienia podszedłem do dziewczyny, wziąłem Ją na ręce tak by nie urazić żadnej części jej ciała i zaniosłem do samochodu. Ostrożnie ułożyłem ją bokiem na tylnym siedzeniu tak, aby nie urazić jej pokaleczonych pleców. Ta nawet nie próbowała się wyrywać, nie miała na to wystarczająco sił. Oddała się moim objęcia, zaufała mi. Cały czas przed oczami miałem napis, który widniał na jej plecach. Odpaliłem silnik i bez namysłu odjechałem. (…)
Czym prędzej udałem się do swojej rezydencji, wyszedłem z samochodu, a wykończoną Rose zaniosłem do swojej sypialni. Ułożyłem ją na brzuchu,by mogła na chwilę odetchnąć. Odgarnąłem włosy z jej pleców, by jej nie przeszkadzały. Szczerze? Miałem dość tej pieprzonej zagadki. Ściągnąłem koszulkę i położyłem się obok Rose. Dziewczyna spała, spokojnym snem. Wyglądała jak anioł. Tak jakby cały jej ból i cierpienie z niej spłynął. Palcami przejechałem wzdłuż jej karku, był lekko kremowy i subtelny w dotyku. Zamknąłem powieki i próbowałem zasnąć. Po chwili zmorzył mnie sen. (...)
Przebudziłem się i zerknąłem na zegarek. Dochodziła trzecia. Niby o tej godzinie człowiek jest najsłabszy i najbardziej podatny na wszelkie zło. O tej godzinie najwięcej chorych umiera w szpitalu.. Cicho westchnąłem i zerknąłem na Rose. O godzinie trzeciej zmarli moi rodzice. Jednak Rose też nie spała, cały czas wpatrywała się w sufit. Tak jakby coś tam miała ujrzeć. Wstałem z łóżka i zacząłem zmierzać w kierunku łazienki.
- Kto Ci to zrobił? – zerknąłem na nią kontem oka i przejechałem dłonią po swojej klatce piersiowej, lekko napinając swoje mięśnie. Zauważyłem, że cały czas wpatrywała się w mój nagi tors. I nie powiem – podobało mi się to, widocznie podobała się jej moja klata.
- Gdybym wiedziała, ta osoba już dawno by nie żyła. – Powiedziała z lekkim uśmiechem na ustach, lubiła grać. Zauważyłem to po jej oczach, była niegrzeczną dziewczynką. I jaką nie pozorną! Jeszcze przed chwilą, pod mostem płakała, cała nerwowa, wystraszona i mokra, a teraz próbowała ukryć tą słabą stronę przede mną. Niestety Rose, nie ze mną te numery. Przejrzałem Cię na wylot. Oblizałem swoje malinowe wargi i zerknąłem na jej twarz, po jej rysach twarzy, mogłem wywnioskować, że jej samopoczucie znacznie się polepszyło. W tym momencie usiadłem na skraju łóżka i spojrzałem na jej zadrapania.
- A jak Twoje plecy? Bardzo szczypią? – Przejechałem palcami jeszcze raz po jej ranach, a ta zasyczała.
- Jakoś doprowadzimy Cię do porządku,Rose poza tym..
Przerwałem w połowie zdania. Mój telefon zaczął wibrować, zerknąłem na wyświetlacz. Był to Jack. No tak,  przypomniały mi się wszystkie zdarzenia spod mostu. Zostawiłem przyjaciela samego. Ja pierdole! Co za idiota ze mnie. Skarciłem się w myślach. Odebrałem telefon i doznałem szoku, w głosie Jack’a można było wyczuć wyraźny strach i zdenerwowanie.
-Jus.. Mu-musisz wrócić na most.. Ktoś tu na Ciebie czeka.
Po tych słowach z słuchawki dobiegł stłumiony jęk, a połączenie się urwało.
~*~
I co wy na to? Proszę zostawiajcie SZCZERE opinie w komentarzach, to dla osób początkujących na prawdę wiele znaczy. W końcu robię to dla was, dla nikogo innego. Chcę wiedzieć czy moje pomysły podobają się wam i czy przypadkiem nie zanudzam?
Czytasz? = Komentujesz

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział trzeci

Stanąłem jak urażony piorunem. Dwoma piorunami. Jaki ona miała związek do cholery z moim ojcem?! To wszystko jest tak pojebane! Bez zastanowienia puściłem jej dłoń i podbiegłem do samochodu, otworzyłem drzwi i wsiadłem do środka. Od razu zrobiło mi się cieplej, od dusznego powietrza,aż mnie zamuliło. Dlatego bez wahania otworzyłem okno, by móc zaczerpnąć świeżego powietrza. Oparłem głowę o kierownicę i wziąłem głęboki wdech, starałem się tym samym go uregulować i jakoś racjonalnie to wszystko wytłumaczyć. Siedziałem w bezruchu kilka sekund, a po chwili usłyszałem trzask zamykanych drzwi po mojej prawej stronie. Jack wszedł do środka i z kamienną twarzą usiadł koło mnie. Muszę przyznać poczułem się jak wariat. No i chuj. Właściwie to nim byłem. Boże jaki ja jestem głupi! Może tak bardzo brakowało mi towarzystwa kobiety przez ostatnie dwa miesiące, że z tego wszystkiego całkowicie mnie już pojebało. Po chwili jednak wywnioskowałem, że muszę przerwać tą niezręczną ciszę. Odwróciłem się i zwróciłem do siedzącej na tyle, nie co speszonej dziewczyny. Wyglądała pięknie, światło latarni oświetlało jej lekko opaloną skórę, dodając przy tym uroku. Była śliczna, ale pomimo tego wiedziałem, że nie chcę się w jakikolwiek sposób ustatkować! Może i była wyjątkowa, ale nie na tyle, abym był tak zdesperowany i głupi, żeby brać się za jedną. Po chwili wymruczałem.
-Wiesz, Rose.. Strasznie przypominasz mi moją mamę, dlatego tak się zachowałem. Możesz uznać to za największy komplement.
Mrugnąłem do niej i delikatnie oblizałem swoje wargi. Dziewczyna momentalnie zrobiła się czerwona, uwielbiałem kiedy laski reagowały tak na mój widok. Po tych słowach odwróciłem się i ruszyliśmy na miasto. (...)
Dotarliśmy przed klub. Było strasznie tłoczno, a wśród ludzi rozpoznałem dużo znajomych twarzy. Zerknąłem na grupki zebrane pod budynkiem i lekko się uśmiechnąłem, jednak się za nimi stęskniłem. Nie byli dla mnie zbytnio ważni, a każdy z nich oprócz Jack’a i kilku dobrych znajomych, był zwykłym pionkiem, którym mogłem zagrać jak chcę.  Ledwo co wyszedłem z auta, a już podbiegł do mnie Chris i Richie. Jebane dwa lizodupy. Nienawidziłem szczerze takich ludzi, ale nie chciałem na samym początku kręcić afery więc postanowiłem się przymknąć.
-Witam Bieber w mieście. Stęskniliśmy się za Tobą stary, strasznie nam brakowało takiej twardej ręki. Do miasta przeprowadziło się dużo jebanych pozerów. Trzeba ich poustawiać. – Chris mrugnął do mnie porozumiewawczo. Jebany debil. Jeżeli chciał to zaraz ja go mogłem ustawić. Nie chciało mi się nawet kontynuoać tej konwersacji.
-Taa.. zabiorę się za to, a wy uważajcie na siebie.. Z tego co wiem, ostatnio zadarliście z tymi co nie trzeba. – Poklepałem ich po ramieniu, spławiając przy tym i zaśmiałem się w duchu. Widać było, że momentalnie zrobiło się im głupio. Nikt nie chciał się przede mną zbłaźnić. No, ale cóż. Odszedłem czym prędzej od nich. Ruszyłem w kierunku wejścia do klubu jednak wzrokiem cały czas szukałem Rose. W głowie cały czas miałem obraz tej cholernej obrączki, którą miała na palcu.. Próbowałem sobie tłumaczyć, że to głupi zbieg okoliczności. Odgoniłem wszystkie te myśli i czym prędzej wszedłem do klubu. Od razu po wejściu słychać było głośną muzykę. Boże jak ja uwielbiałem ten klimat! Usiadłem przy barze, by zamówić jakiegoś drinka na rozluźnienie. Kiwnąłem do barmana. Po chwili jednak poczułem lekkie stukanie w ramię. Odwróciłem się by móc sprawdzić co jest grane.
-Emm.. Justin, tak? Nawet mi się nie przedstawiłeś. W sumie nie wiem dlaczego. Na moście zachowałeś się jakbym była jakimś wybrykiem natury.
Na twarzy dziewczyny zagościł promienny uśmiech, który tylko dodawał jej uroku. Spojrzałem w jej oczy i już zauważyłem, że skrywa się w nich jakaś cholerna tajemnica. Cicho mruknąłem,  ująłem jej rękę i kciukiem przejechałem po wierzchu jej dłoni.
-Tak,jestem Justin. Po prostu, zamurowało mnie, ostatnie kilka miesięcy spędziłem u siostry na odludziu i odzwyczaiłem się od widoku tak pięknych dziewczyn.
Wymruczałem i dokładnie zmierzyłem sylwetkę dziewczyny wzrokiem. Miała boskie ciało, a ja duże łóżko w domu. W sumie miałem mase sypialni, więc będzie sobie mogła jedną wybrać. Wiedziałem jak ją oczarować. Miałem ją w garści, widziałem jak robi się czerwona po każdym moim słowie. I niby Jack mówił, że tak trudną ją wyrwać, a tu proszę. To będzie łatwiejsze niż mi się wydawało. Na rozluźnienie postanowiłem postawić jej drinka, po alkoholu zawsze są łatwiejsze. Zaśmiałem się w duchu i tak właśnie zaczął się nasz wieczór.
-Pozwól,że zabiorę Cię kochanie w bardziej ustronne miejsce.. nie lubię siadać przy barze w dodatku o tej porze, w tak tłocznym miejscu i z taką kobietą. – Mrugnąłem do niej, a jej policzki od razu przybrały kolor różowo pudrowy, to zjawisko było wręcz cudowne. Była tak nieśmiała i wręcz onieśmielała mnie tym. Cholernie przypadła mi do gustu. Po moich słowach, wstała z gracją i zabrała swojego drinka z baru. Ponieważ alkohol już trochę uderzył mi do głowy cały czas bacznie obserwowałem jej ruchy jak i ponętne ciało. Mówię wam, było boskie.
-Także prowadź.. – odpowiedziała, a ja puściłem ją przodem. Po pierwsze tak zawsze zachowywał się gentelmen i chwała Bogu temu, który to wymyślił. A po drugie mogłem przez dłuższy czas obserwować jej zgrabny, lekko kołysający się tyłeczek. Co to był za widok.. Zagryzłem dolną wargę,a po chwili dorównałem jej krokom, objąłem ją lekko w pasie przyciągając ją nieco do siebie tak, że teraz stykała się z moim ciałem. Widząc na sobie wzrok pożerających mnie znajomych miałem ochotę krzyknąć ‘O tak! Patrzcie! Justin aka Bieber wyrwał tą trudną laskę o, której wy możecie tylko pomarzyć!’ Nachyliłem się nad nią, szepcząc jej do ucha
-Zejdźmy po schodach w dół,jest tam jeden pokój z bardziej ustronną lożą – Uśmiechnąłem się nieco na to, ona zepchnęła moją rękę ze swojego biodra i przyśpieszyła kroku.
-Wybacz Bieber, potrafię sama chodzić, poza tym nie jestem, aż tak pijana, abyś musiał mnie podtrzymywać – skwitowała, a mnie momentalnie opanowała złość. Nigdy żadna dziewczyna nie odpowiedziała w taki sposób na moje zaloty, tym bardziej byłem wściekły,bo ośmieszyła mnie przed całym klubem. Nienawidziłem smaku porażki, to było coś okropnego.
-Co za wredna suka z niej.. – powiedziałem sobie w myślach, a następnie zeszliśmy po schodach,stojąc już przed drzwiami jednego z pomieszczeń, zapłaciłem jednemu z ochroniarzy odpowiednią sumę,ten znów wszedł do pokoju, wyprosił jedną z przebywających tam par i zaprosił nas do środka. Pomiędzy ścianami panował mrok, wszystko jednak oświetlała jedna lampka stojąca gdzieś w rogu. Usiadłem wygodnie na sofie,a Rose poszła w moje ślady i rozłożyła się obok mnie. Już chciałem coś powiedzieć,ale ona nagle wyrwała mnie z moich myśli.
-Dobrze wiem co o mnie myślałeś Panie Bieber.. – Kontynuowała biorąc łyk swojego pomarańczowego drinka. Cały czas bawiła się szklanką w dłoni. – Myślałeś,że postawisz mi pare drinków, troche poflirtujesz, następnie lekko pijaną weźmiesz mnie do auta, a w domu nadzwyczajnie przelecisz,a na sam koniec zostawisz i znów przed kumplami będziesz zgrywał wielkiego chojraka i chwalił się jaki to towar wyrwałeś i przeleciałeś. – Chrząknęła – Niestety muszę Cię rozczarować, bo żadna z tych rzeczy w najbliższym czasie nie będzie miała miejsca. – Wzruszyła lekko ramionami, a szklankę z alkoholem odłożyła na szklany stolik. Nieco mnie zaskoczyła tym dialogiem. Skąd ona mogła to wiedzieć? Najbardziej zdziwiło mnie to, że jak na laske to miała mocną głowę, kończyła już trzeciego dość mocnego drinka, a nadal myślała racjonalnie i podchodziła do wszystkiego z dystansem. No cóż Panno Rose chyba będziemy musieli rozegrać to inaczej.
-Nie będzie miało miejsca w najbliższym czasie, tak? Tobie moja droga Rose, mogę poświęcić znacznie więcej czasu.. – mruknąłem cicho i przybliżyłem się do dziewczyny. Dłoń usadowiłem na jej kolanie i zacząłem jeździć nią wzdłuż jej uda, czułem jak jej ciało zaczęła przechodzić gęsia skórka. Uśmiechnąłem się w duchu, a nos przystawiłem do jej szyi zaciągając się jej słodkim, ale jakże lekkim zapachem. Nosem ocierałem się o jej, delikatnie kremową skórę. Pachniała tak cudownie, nie odpuszczę. Musiałem ją mieć. Nagle jednak ten subtelny moment, przerwał dźwięk sms'a. Miałem ochotę zabić osobę, która właśnie przerwała nam tą piękną chwilę i przysięgam w tym momencie byłbym w stanie to zrobić. Rose zerknęła na wyświetlacz i zaczęła się wiercić. Była strasznie nerwowa. Zdziwiłem się, a ona speszona wstała. Zerknąłem na jej twarz, była zmieszana.
-Cholera! Dochodzi druga,a ja rano muszę wstać na zajęcia. Lepiej będzie jak już pójdę..
Poczułem się urażony. Jeszcze nikt nie spławił mnie w tak denny sposób, postanowiłem zareagować.
-Może Cię podwiozę,hm? – również wstałem biorąc w ręce kluczyki od samochodu.
-Nie! – krzyknęła, a ja osłupiałem. Zachowywała się tak, jakbym miał ją co najmniej zgwałcić w tym aucie, a do takich czynów się nie posuwałem.
-Muszę wracać przez most na Barker Street,a mój dom znajduje się zaraz za lasem. Naprawdę nie chcę. Muszę troszkę wytrzeźwieć, bo dzięki Tobie szumi mi w głowie, ty sam z resztą dużo wypiłeś i nie powinieneś prowadzić – Jej ton był zdecydowany, a ja postanowiłem nie nalegać,aby nie zepsuć naszych relacji. Podszedłem do niej i objął ją w talii. Chciałem jeszcze przez chwilę poczuć jej słodki zapach, była tak cholernie seksowna. Nosem przejechałem po jej policzku i zacząłem szeptać do ucha.
-Tutaj masz mój numer. Liczę,że jutro się odezwiesz.
Wymruczałem i włożyłem dziewczynie w dłoń kartkę z moim numerem. Delikatnie ucałowałem jej policzek, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho.
-Nie obiecuje, ale w każdym razie miło było poznać najgroźniejszego kolesia w mieście – powiedziała, a w jej głosie było czuć ironie. Przysięgam, że jakby była kolesiem walnąłbym jej, znów czułem złość. Po tych słowach Rose wyszła w pośpiechu z klubu. Byłem zmieszany jej dziwacznym zachowaniem no, ale cóż. I tak będzie moja. Tego byłem pewien. Ruszyłem w stronę toalet by się przemyć,a przy okazji poszukać Jack’a. Skurwiel gdzieś się zmył i nie widziałem go przez połowę wieczoru. Nachyliłem się nad umywalką i puściłem wodę. Przemyłem twarz, a następnie zerknąłem do lustra. W jego odbiciu zauważyłem kręcącego się nerwowo nastolatka. Na oko miał może z 16 lat.
- Co tu robisz, frajerze? Mam zawołać ochronę? Widać, że chcesz mieć kłopoty – powiedziałem nerwowo idąc w jego kierunku.
- Prze-przepraszam, ale.. ale ja tylko jestem tu, bo .. bo jakaś dziewczyna kazała Ci to dać. – W dłoń wsadził mi jakąś karteczkę i po tych słowach wybiegł.
-Bezczelny gówniarz.. – powiedziałem sam do siebie i zerknąłem na kartkę. Włosy stanęły mi dęba. Przysięgam. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, a nogi zaczęły się uginać. Zrozumiałem, że sytuacja z moją karykaturą i listem nie była jebanym żartem. Sunąłem zdenerwowany  wzrokiem po literach wypisanych na białym papierze
"ROSE. WODA. MOST. JEJ ŻYCIE DOBIEGŁO KOŃCA”
W tym samym momencie usłyszałem krzyk dochodzący zza toalety, nagle do moich uszu doszło skrzypnięcie drzwi. Ktoś tu wszedł, a mi zrobiło się, aż duszno.

~*~
Teraz kilka ważnych spraw. Po pierwsze dziękuje za wszystkie rady, które dostaję w komentarzach. Musicie wiedzieć, że biorę je wszystko sobie do serca tak samo jak czytam wszystkie wasze komentarze. Nie wiecie jak robi mi się miło gdy czytam wasze przychylne opinię,szczerzę się jak głupia do tego monitora, bo wiem, że sprawiając sobie przyjemność pisząc to tak samo dzielę się tą przyjemnością i z wami. To dla mnie wiele znaczy. Chcę dbać o was - o moich czytelników, dlatego szczerze piszcie co wam nie pasuje :)
Jeżeli spodobał Ci się ten rozdział proszę zostaw komentarz. To bardzo motywuje, a każdy pozytywny komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Pamiętajcie, że piszę to dla was!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział drugi

-Co jest do cholery?!
Ze złością walnąłem drzwiami,a rysunek zacisnąłem mocno w ręce. Jeszcze raz spojrzałem na niego,a następnie bez wahania zgniotłem i cisnąłem do kosza. Myśli kłębiły mi się w głowie. Byłem wściekły i zrozpaczony,ale co najważniejsze byłem sam.. i dopiero teraz to tak naprawdę do mnie dotarło. Nie mogłem liczyć na wsparcie ze strony swojej matki,którą darzyłem tak głębokim uczuciem. Była jedyną kobietą,którą szanowałem i darzyłem miłością,ale jej już nie było i nigdy nie będzie. Na samą tą myśl,moje oczy zrobiły się wilgotne,a kąciki ust zaczęły lekko drżeć. Oparłem się łokciami o kuchenny blat,a w dłonie wplotłem swoje włosy szarpiąc lekko za ich końcówki. Wziąłem głęboki oddech,starając się tym samym go uregulować.
-To muszą być jakieś chore żarty..
Wymruczałem sam do siebie i zdenerwowany rozluźniłem swój uścisk,ruszyłem na górę w stronę łazienki. Otworzyłem drzwi,rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Pozwoliłem by chłodna woda zawładnęła moim ciałem. Chciałbym,aby strumień tej zimnej cieczy mógł zmyć ten ból. Byłoby o wiele łatwiej. Wiedziałem,że tak się nie stanie i póki mogę muszę walczyć z otaczającą mnie rzeczywistością. Byłem silny. Wierzyłem w to,zawsze dawałem sobie radę ze wszystkim,byłem autorytetem dla kolegów i przyjaciół. Nie lubiłem pokazywać słabości,dlatego też mój ojciec wiedział w czyje dłonie powierzyć swój dobrze prosperujący interes. Wiedziałem,że nie mogę go zawieść.
Gdy byłem gotowy,wyszedłem powoli spod prysznica,a swoje biodra oplątałem białym ręcznikiem. Podszedłem do lustra i przeczesałem rękoma swoje wilgotne włosy. Uśmiechnąłem się sam do siebie,dodając przy tym sobie pewności. Chciałem zapomnieć o przykrym zdarzeniu,które miało miejsce jakieś 45 minut temu. W mieście masa frajerów zazdrościła mi wyglądu,pieniędzy,dziewczyn czy też dobrej posady jak i ustatkowanego życia,dlatego,aby się tym nie zadręczać postanowiłem to wziąć za głupi żart jednego z nich,spowodowany po prostu zazdrością. W sumie wiedziałem,że to dość możliwe,bo co za idiota bawi się w jakieś podchody i wysyła nie dojebane karteczki z groźbami?! Wiadomo,że to sprawka jakiegoś frajera robionego miękkim chujem. Normalny facet w życiu nie posunęłoby się do takiego czegoś.. no cóż.
Ubrałem swoje skórzane rurki i szarą koszulę,a na nogi wsunąłem swoje białe skejty. Wiedziałem,że tej nocy prócz zabawy na mieście,będę zmuszony odwiedzić też mój klub więc musiałem jakoś wyglądać. Wiadomo,że nie wejdę do swojego klubu jak jakiś sztywny idiota w garniturze i z krawatem,bo dziwki powiedziałyby mi,że chyba swój burdel pomyliłem z księgowością. Z resztą co to w ogóle za określenie „mój burdel”? Szczerze? Nigdy nie pomyślałem,że będę właścicielem jakiegokolwiek domu publicznego! Wiedziałem jedno. Jakby źle nie było nigdy nie zniżę się do tego poziomu i nie będę korzystał z usług prostytutek. Faktem jest,że moje dwa domy publiczne,były jednymi z najbardziej ekskluzywnych burdeli w mieście,ale pomimo tego wszystkiego uważałem,że ruchać kobietę lekkich obyczajów jest również poniżeniem dla mężczyzny.
Przejrzałem się w lustrze,uśmiechając się lekko,poprawiłem swój kołnierz od koszuli. Byłem pewny,zapamiętam tę noc na długo. Zbiegłem szybko po schodach,chwyciłem kluczyki,które leżały na blacie i wybiegłem z domu. Zimne powietrze z dworu momentalnie uderzyło mnie w twarz. Na dworze było chłodno,a mrok zdążył już ogarnąć całe miasto,tylko światła latarń jak i gwiazd dawały poczucie bezpieczeństwa osobom,które właśnie wyszły z domu,by przejść się po okolicy. Wsiadłem do swojego samochodu,spojrzałem na zegarek,który miałem zapięty na nadgarstku. Dochodziła godzina 20.
-W samą porę..
Powiedziałem i w tej chwili rozległ się dźwięk odpalanego silnika. Powoli zapominałem już jak to jest siedzieć za kierownicą,dodałem gazu,a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Uwielbiałem to,gdy wsiadałem do auta. Jeszcze kilka miesięcy,a zapomniałbym jakie to wspaniałe uczucie. Mruknąłem cicho i zagryzłem swoją dolną wargę. Jechałem przez chwilę na wprost,a następnie skręciłem w prawo na most przy ulicy Baker Street. Właśnie tam byłem ustawiony z Jack'iem.  Już miałem się zatrzymać,gdy zerknąłem w lusterko. Zorientowałem się,że od kąt wyjechałem z podjazdu,jedzie za mną czarne bmw. W mroku nie mogłem dostrzec,czy prowadzi je kobieta czy też facet. Tak samo jak nie umiałem znaleźć wytłumaczenia na to dlaczego właśnie mnie obserwuje. Bez wahania zatrzymałem się i zgasiłem silnik,chciałem wyjść,podejść do czarnego bmw’u i po prostu załatwić sprawę po męsku,chociaż nie miałem ochoty na żadne tragedie tego wieczoru. Wyszedłem z auta bacznie się rozglądając,ku mojemu zdziwieniu bmw już nie było. Oparłem się o maskę samochodu i nieco zdezorientowany cicho odetchnąłem,zmęczony spojrzałem w stronę lasu,światła latarni lekko oświetlały wąską alejkę,która dawała świetny widok na wejście w głąb drzew. Wiatr delikatnie wiał,a chłód dawał się we znaki. Pomimo tego było mi przyjemnie. Lubiłem tą pore dnia. Nagle jednak coś pośród drzew przykuło moją uwagę. W oddali zauważyłem dwie smukłe postacie idące w moim kierunku,przymrużyłem swoje oczy chcąc w ten sposób lepiej je dostrzec. Gdy przybliżyły się w jednej z postaci rozpoznałem znajomą twarz,był to Jack. Na sam jego widok,moje kąciki ust powędrowały ku górze. Wstałem i podekscytowany podszedłem do przyjaciela,uściskałem go z całej siły i poklepałem po plecach,tak dawno go nie widziałem. Zerknął na niego,a Jack tylko mrugnął porozumiewawczo i wskazał na dziewczynę stojącą obok.
-To Rose,mówiłem Ci już dzisiaj o Niej.. Spotkałem ją po drodze więc stwierdziłem,że wszyscy razem się zabierzemy.
Po tych słowach Jack uśmiechnął się szeroko i zagryzł swoją dolną wargę,cały czas puszczając mi oczko. Wiedziałem co to oznaczało,mój stary dobry kumpel przyniósł mi towar na dzisiejszy wieczór. Chwała Bogu za takiego przyjaciela! Przeniosłem wzrok na tajemniczą dziewczynę i aż zadrżałem. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jej ciało. Piękne ciało. Miała smukłą sylwetkę i niebieskie oczy,które świetnie pasowały do jej długich blond włosów. Jej zgrabny tyłek świetnie opinały dżinsowe szorty. O matko. No właśnie,zatrzymałem wzrok na jej dupie. Boże! Jaką ona miała zgrabną dupe,każda dziewczyna mogła jej tego pozazdrościć. Znów jej biały tshirt z czarnym napisem podkreślał zgrabną talię Rose i jej duże piersi. Moje oczy były jak gwiazdki,zaczęły błyszczeć. Już ją sobie wyobrażałem w nocy,w mojej dużej sypialni i dużym łóżku jak krzyczy moje imię. Ująłem delikatnie dłoń dziewczyny i spojrzałem na nią ukradkiem.. i właśnie wtedy stanąłem jak wryty. Czułem jak robi mi się słabo. Dosłownie było gorzej niż przypuszczałem,zrobiło mi się sucho w gardle i nie umiałem wydusić z siebie,ani słowa. Zszokowany jeszcze raz spojrzałem na jej dłoń,jednak moje oczy,które przed dosłownie chwilką wyobrażały sobie ją nago nie myliły się. Mój wzrok skupił się na jej smukłych palcach.
-Stary co jest grane?
Jack nie próbował ukryć zdziwienia,a Rose czuła się zakłopotana całą tą sytuacją. Czułem jak próbowała wyswobodzić swoją smukła dłoń z mojego uścisku. Ja jednak,ani drgnąłem. Nie myliłem się,na jednym z palców dziewczyny widniała obrączka..Obrączka mojego zmarłego ojca.
~*~
I co myślicie? Staram się dla was jak mogę naprawdę. Cholerną przyjemność sprawia mi pisanie tego fanfiction,a jeszcze większą satysfakcję daje mi stwarzanie tego dla kogoś :) Jest mi strasznie miło jak czytam wasze komentarze. 
Jeżeli podoba Ci się moje opowiadanie to zostaw po sobie chociaż komentarz. To wiele dla mnie znaczy i bardzo motywuje. Kocham was.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział pierwszy

-W końcu w domu!
Krzyknąłem,a mój głos szybko rozbiegł się po pomieszczeniach dużego domu,pośpiesznie wszedłem po schodach na górę i otworzyłem drzwi do swojego pokoju,rzuciłem walizkę w kąt i natychmiast wolnym krokiem podszedłem do dużego balkonu,otworzyłem te masywne drzwi balkonowe z ,którymi za dzieciaka zawsze miałem kłopot,automatycznie do pokoju wleciało trochę świeżego,wiosennego powietrza. Na dworze było chłodno,ale pomimo tego starałem rozkoszować się miłym wiatrem,który rozwiewał moje lekko postawione włosy. Zaciągnąłem się przenikliwym i świeżym powietrzem przymykając oczy. Przez ostatnie pół roku tyle się wydarzyło,najpierw choroba matki,a potem śmierć Ojca. Tego wszystkiego było zdecydowanie za wiele. Miałem nadzieje,że teraz po dwu miesięcznej zabawie w ‘chowanego’ wszystko zacznie się układać. Tak,dobrze myślicie. Przez ostatnie dwa miesiące starałem schować się przed otaczającymi mnie problemami,zachowałem się jak tchórz i jest mi za to strasznie wstyd. W końcu jestem Justin Bieber i nie boję się niczego! Cicho wzdychając wszedłem z powrotem do pokoju przymykając okno. Coś zakuło mnie w sercu gdy pomyślałem,że teraz będę sam w tym wielkim domu. Podszedłem powoli do komody i rzuciłem okiem na stojące na niej zdjęcia. Jedno z nich ukazywało mnie małego oraz moich szczęśliwych,wtulonych rodziców. Czułem jak robi mi się sucho w ustach,a serce momentalnie zaczęło szybciej bić. Oblizałem wargi by je nawilżyć i zamknąłem oczy,bez słowa odszedłem. Zrzuciłem z siebie swoją szarą bluzę i zawiesiłem ją na krześle,sam znów położyłem się do łóżka,a już po chwili błogi sen zawładnął moim ciałem.

Spałem może z godzinę,gdy nagle obudził mnie dźwięk telefonu. Zaspany,przetarłem ręką swoją zmęczoną twarz i sięgnąłem do kieszeni po telefon. Był to Jack,mój przyjaciel. Był dla mnie jak brat. Znaliśmy się od dzieciaka,a nasi rodzice strasznie się przyjaźnili,wybraliśmy razem szkołę średnią oraz zajęcie,którym dotychczas się zajmowaliśmy. Dzieliliśmy się nawet laskami,nauczyliśmy się nie przywiązywać. Dla Niego jak i dla mnie laski to podłe suki,które myślą tak naprawdę tylko o sobie. Jebane egoistki,ani mi się śniło ustatkować. Phi! Żadna laska nie zdobędzie Justina Biebera,życie polega na zabawie,a nie na tkwieniu u boku jednej ‘wybranki’ Tsa,już sobie wyobrażam tą moją piękną przyszłość z wybranką. Zjadam wzrokiem jakąś dupę,a za to dostaje w pysk od ukochanej żonki. Po co mi to? Mimo wszystko Jack jest dla mnie cholernie ważny,wszystkie moje zajebiste wspomnienia były w jakiś sposób powiązane z nim. Na samą myśl o tych ‘wspomnieniach’ lekko się uśmiechnąłem,byłem pewny. Chcę wrócić do gry. Odebrałem telefon.

-Siemanko bracie! Nawet nie wiesz jak mi Ciebie brakowało stary,Trzeba jakoś Cię przywitać i uczcić Twój wielki powrót! Dzisiaj zabieram cię do najlepszego klubu w mieście,ustawiłem już nas z ekipą. Będzie zajebiście.
W głosie Jack'a było słychać podekscytowanie. Mruknąłem pod nosem,a moje kąciki ust mimowolnie poszły ku górze. Przez głowę przebiegło mi setki planów na dzisiejszą noc Tak dawno nie imprezowałem,chcę w końcu się do cholery zabawić! U mojej siostry u,której ukrywałem się przez ostatnie dwa miesiące mogłem co jedynie sobie w ogródku pokopać. To było cholerne odludzie. Dobrze,że wyrwałem się z tego miejsca.
-No i zajebiście. Już nie umiem się doczekać,a są tam jakieś fajne dupy na pokładzie? Powiedzmy,że mój Jerry już ma za ciasno w tych spodniach i dzisiejsza noc nie przejdzie bez żadnego kontaktu z płcią przeciwną.
Zaśmiałem się pod nosem i pogłaskałem się po swoim kroczu,mówiąc szczerze sam nie wiem jak ON tyle wytrzymał bez żadnego dymania,dwa miesiące bez żadnej mokrej,ciepłej szparki. To był horror już nie umiałem się doczekać dzisiejszej nocy.

-Ohoho widzę,że już konkretnie! I bardzo dobrze tęskniłem za Bieberem pogromcom wszystkich lasek w mieście,będę po Ciebie po 20 cipkarzu,a tak poza tym jest taka nowa, zajebista laska. Doszła do nas jak gniłeś u siostry. Nazywa się Rose,ale nie chce dać się poderwać żadnemu chłopakowi.  Dzisiaj będzie na imprezie,może być ciekawie. Bieber wkroczy do akcji.
Po tych słowach Jack się zaśmiał,a następnie rozłączył. Kim mogła być ta laska? Pomyślałem,ale się tym zbytnio nie przejąłem,nigdy nie przywiąże się emocjonalnie do żadnej dupy.  W domu znowu zapanowała cisza. Zszedłem do kuchni,na zegarze wybiła godzina 18.
-No cóż. Trzeba się powoli szykować..
Mruknąłem i oblizałem swoje malinowe wargi,byłem w samych bokserkach i odważnie paradowałem w nich po domu pomimo odsłoniętych żaluzji i okien. Chuj z tym,że nie jedna z sąsiadek mogła mnie zauważyć,pewnie miały mokro na mój widok. Nie wstydzę się swojego ciała,jeżeli chcą niech patrzą. Zaśmiałem się i podszedłem do lodówki,wyciągnąłem z niej karton mleka i zatopiłem w nim usta,rozkoszując się przyjemnym,chłodnym smakiem.
-No to Panie Bieber czas wziąć się do pracy..
Uśmiechnąłem się zadziornie,sięgnąłem po telefon i wybrałem na Nim jeden z numerów,po kilku sekundach oczekiwania w słuchawce rozbrzmiał znajomy głos. Postanowiłem zacząć rozmowę.
-No witam Cię Matt.. jak się ma nasz interes,hm? Wszystko gra? Myślę,że moja nieobecność nie przyniosła dużych strat i nadal mamy dość wysokie obroty,a klienci są zadowoleni. -
Wydukałem nieco mrocznym głosem. To ja byłem szefem tego klubu i mój zastępca musiał wiedzieć z kim ma do czynienia. Nie chciałem żadnych nieporozumień.
-Witam Panie Bieber.. widze,że ktoś wraca do gry. Wszystko mam pod kontrolą jak dotąd mamy 34 dziewczyny i 27 tancerek. Nasza siedziba w zachodnim Los Angeles ma się o wiele lepiej niż ta we wschodnim,ale tak jak już mówię,trzymam rękę na pulsie.
Po jego głosie mogłem rozpoznać,że jest lekko zdenerwowany.
-Mam nadzieje,że normalne jest,że każda z dziewczyn jest pełnoletnia jak i przyjęta jest dobrowolnie. Musze mieć pewność,że do niczego ich nie zmuszasz. To nie żaden burdel. To najbardziej ekskluzywny klub w mieście i nie chcę zniszczyć jego opinii,przez Twoją głupotę Matt. Postaram się tam wpaść dziś w nocy. Bądź czujny i uważaj.
Powiedziałem stanowczo i zakończyłem rozmowę,rzucając telefon na czarną,podłużną sofę. Byłem zadowolony. Wiedziałem,że budzę respekt w moich pracownikach. Uśmiechnąłem się sam do siebie i udałem się na górę.
-Czas na relaks..- pomyślałem i właśnie w tym momencie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.
-Kto do cholery o tej porze?! Przecież nikt w mieście,nie wie jak na razie,że Bieber powrócił. Podszedłem do drewnianych drzwi i nacisnąłem na klamkę,ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było,wychyliłem się i rozejrzałem,ale nic do cholery nie było widać.
-To jakieś jaja?!
Mogło się wydawać,że mówię sam do siebie,a sąsiedzi wzięli by mnie w tym momencie za wariata,ale miałem to w dupie. I tak już mnie za niego uważali.
Dopiero gdy spojrzałem w dół moim oczom ukazało się coś,co wywołało we mnie zdziwienie,ale i po części osłupienie.Była to kartka z moją karykaturą,cała pozakreślana i wymazana wyzwiskami,na jej czele wyróżniał się jeden,drukowany napis "WITAJ W DOMU BIEBER"

~*~
I co sądzicie? Wiem,że nie jest za długi,ale chciałam zacząć go pisać jak najwcześniej by zobaczyć waszą reakcję jak i opinię na ten temat. Liczę na miłe przyjęcie. Jestem tu dla was i dla was chcę coś stworzyć.