środa, 7 maja 2014

Rozdział siódmy

Justin’s POV 
Jechaliśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał, może to i lepiej. Przez chwilę mogłem uciec myślami jak najdalej od tej chorej sytuacji. Byłem podirytowany i cały czas mocno zaciskałem dłonie na kierownicy, by nie spowodować wypadku, bo wtedy już dawno byłoby po nas. Starałem się regularnie oddychać, w końcu byłem w aucie z przyjacielem, który ma na sobie bombę. To nie wróżyło zbyt najlepiej. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Odpiąłem pasy i zacząłem mówić do Jack’a unikając z nim jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. 
- Poczekaj tu, muszę coś załatwić. Za chwilę wrócę. – mruknąłem i wysiadłem z mojego samochodu. Stanąłem przed skromnym domem. Byliśmy w zachodniej części Los Angeles ta dzielnica różniła się znacząco od mojej – nie była tak urządzona jak i bogata, ale nie sprawiało mi to żadnej różnicy. Nie byłem osobą, która wywyższa się nad inne. To, że mam pieniądze to efekt ciężkiej pracy każda osoba może sobie zapracować na majątek. Dom należał do niejakiego Davida. Westchnąłem, bo nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły. Nie chciałem ponownie stawać twarzą w twarz z człowiekiem, którego winiłem śmiercią Ojca. 
David to przyjaciel mojego zmarłego taty. Byli razem na misji w Iraku, wszystko szło super gdyby nie fakt, że mój tata – Jeremy oddał za niego życie. Osłonił go i popchnął w bok gdy ten miał zostać zaatakowany przez żołnierzy wrogich wojsk. Ten czyn był wręcz bohaterski. Jestem dumny z mojego taty. Od tamtej pory David non stop powtarzał, że zawdzięcza naszej rodzinie wszystko.  Na pogrzebie uklęknął nawet przede mną, roniąc gorzkie łzy, ale w tamtej chwili nie zwróciłem na to uwagi, byłem zbyt zraniony. Nie miałem już nikogo prócz siostry. Moi rodzice odeszli, a ja jestem w cholernych kłopotach. David od zawsze powtarzał jedno zdanie „Pamiętaj Justin, czego byś nie potrzebował możesz zawsze wrócić do mnie, zrobię dla Ciebie wszystko, bo należy Ci się to. Wiem, że masz wszystko, ale jeżeli tylko będziesz potrzebować pomocy – wiesz gdzie mieszkam”  No i teraz właśnie potrzebowałem tej pomocy. David był mądrym człowiekiem był szkolony ponad 10 lat jako wojskowy, jego główną specjalnością były bomby – dokładnie to ich rozpracowywanie. Musiał mi pomóc. Wszedłem powoli na werandę, a swoje stopy postawiłem na wycieraczce, spojrzałem na zegarek było już po 4:00 nie wiadomo ile czasu nam zostało. Chrząknąłem i zapukałem do drzwi, dłonie pociły mi się i trzęsły. Nie byłem nigdy bardziej dobity. Szczerze? Może wam to śmierdzieć jakimś homoseksualizmem, ale nie wyobrażam sobie życia bez Jack’a. Po chwili otworzył mi David – zmienił się cholernie od czasu pogrzebu, postarzał się i wyglądał nadal na nieco przybitego. Miał lekki zarost i był niski. Na mój widok od razu się wyprostował i zaczął uciekać ode mnie wzrokiem, bojąc spojrzeć mi się w twarz. Nienawidziłem tego, że ludzie się mnie bali. Byłem ustawionym facetem, ale do cholery też miałem uczucia, a co druga osoba w tym mieście miała mnie za jakiegoś potwora. Czasami miałem ochotę krzyczeć. „Do cholery! Jestem tylko człowiekiem.” Zacisnąłem swoje dłonie i zacząłem tą niezręczną rozmowę. 
- David. Wszystko wyjaśniłem przez telefon, jesteś moją ostatnią nadzieją, zgadzasz się mi pomóc? – Spojrzałem na niego z nadzieją w oczach. Chciałem, aby ta potworna noc już się skończyła. Chciałem wrócić do domu i w końcu odpocząć. David przełknął ślinę, a jego Jabłko Adama poruszyło się – przez chwilę myślałem, że chcę się wycofać. 
- Oczywiście, Justin. Nie wydaję mi się, bym mógł wycofać się z tej sytuacji. – Odetchnąłem. David westchnął i zauważyłem, że się denerwuje w ręce trzymał już jakąś dużo czarną torbę w niej pewnie były rzeczy potrzebne do rozpracowania bomby. Przyjaciel mojego taty zrobił krok w przód wychodząc na werandę, zamknął drzwi na klucz, a następnie zszedł po schodach. 
- Wsiądę do mojego samochodu. Pojedziecie za mną. Udamy się do starych magazynów, które mieszczą są za miastem. Nie możemy tego zrobić u mnie w piwnicy gdyż moja żona i córeczki są w domu. - po tych słowach jego dolna warga zatrzęsła się. Widziałem, że starał się nie pokazywać emocji, ale wiedziałem jak się czuł. W końcu poświęcał się dla mnie tak jak mój Ojciec poświęcał się dla niego. To co robiliśmy było strasznie ryzykowne. David wszedł do swojego garażu, a już po chwili wyjechał z niego autem, uchylił okno po swojej stronie i krzyknął
- Módl się Justin - po tych słowach okno się zamknęło, a David wyjechał z podwórka. Pobiegłem do auta i wsiadłem do niego. Jack. miał głowę ukrytą w dłoniach i najwidoczniej płakał. Mruczał jakąś składankę niespójnych wyrazów pod nosem, może też się modlił. Odpaliłem silnik i ruszyłem. 
*
Przez całą drogę powtarzałem dziewięć błogosławieństw, które były pierwszymi słowami Jezusa podczas kazania na górze w Galilei. Były one zapisane w Ewangelii Św. Mateusza. 

1. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
2. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
3. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
4. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
5. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
6. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
7. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
8. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
9. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. 

Możecie się śmiać, ale za dziecka chodziłem do szkółki niedzielnej tam znów czytaliśmy fragmenty Pisma Świętego, a przez to z roku na rok coraz bardziej zżywałem się z Jezusem. Oczywiście z wiekiem moja wiara słabła, ale w takich momentach jak ten cała wiara powracała cztery razy wzmocniona. W tej sytuacji Błogosławieństwo 8 i 9 było dla mnie szczególnie znaczące. Czyżby w tych błogosławieństwach chodziło o mnie? Co prawda nie przeżywałem prześladowań za wiarę, ale w pewnym sensie te prześladowanie w jakimś sensie łączyło się z moją wiarą. W końcu osoba, która wpakowała mnie w to gówno ma na celu zniszczenie mnie, krzywdzi moich bliskich, a w ten sposób nie przestrzega dekalogu. Czyli tak naprawdę to wszystko miało jakiś sens. Czyżby moja nagroda czekała na mnie w niebie? Justin weź się w garść, jesteś jebanym chujem, który wykorzystuje dziewczyny jak i bawi się ich uczuciami. Twoja nagroda może jedynie czekać w piekle. Z moich myśli wyrwał mnie dźwięk hamulców. Byliśmy już pod magazynami. Spojrzałem na Jack'a. Jego oczy były spuchnięte, wziął ręce z swojej twarzy i wyszedł z samochodu. Ja zrobiłem to samo. David wypakował jakiś sprzęt ze swojego samochodu i w trójkę zmierzaliśmy w kierunku opuszczonej fabryki, która o tej porze wyglądała przytłaczająco. Mieliśmy już wchodzić przez główne wejście gdy naglę David nas zatrzymał.
- Poczekajcie musimy rozsądnie wszystko przemyśleć i wybrać najbezpieczniejsze rozwiązanie wiecie, że jestem dobry jeżeli chodzi o saperkę, ale jeden niewłaściwy ruch i jest po nas. Ogólnie chłopaki mamy 3 rozwiązania - David mówiąc gestykulował rękami tak, jakby co najmniej był w jakimś filmie. Wyglądało to przekomicznie, ale nie chciałem w tym momencie mu przerywać.
- Z tego co zdążyłem zauważyć na Jack'u jest nitrogliceryna. Nie chcę Cię smucić Justin, ale to wszystko jest zaplanowane. Osoba, która przypięła tą bombę chce Cię tylko zastraszyć. Gdyby chciała śmierci Jack'a zamontowała by bombę z zapalnikiem na odległość wysyłanym przez komórkę, jednak jest to bomba z zapalnikiem miejscowym i polega na przecinaniu kabelków. Osoba ta musi Cię dobrze znać i wiedzieć, że masz znajomości w branży saperskiej - po tych słowach odetchnąłem. Zrobiło mi się naprawdę lżej, bo to co mówił David naprawdę miało sens, spojrzałem na Jack'a i jego wyraz twarzy też nieco sie uspokoił.
- Kolejna sprawa jest taka, że ty Justin nigdzie z nami nie idziesz. Wracasz do domu przede wszystkim odpocząć i dla bezpieczeństwa mojego i Jack'a czym więcej osób jest przy nim tym większe prawdopodobieństwo, że Jack wybuchnie - już miałem się sprzeciwić gdy nagle zareagował Jack.
- Słuchaj stary nie ma żadnego gadania, weź się w garść i skończ zachowywać się jak pedał. Załatwimy z Davidem to co mamy załatwić, a gdy będzie po wszystkim od razu do Ciebie zadzwonię. Naprawdę nie chce Cie tu widzieć. Bierz dupe i spierdalaj do domu. - po tych słowach się odwrócił i wszedł do magazynu. Nie powiem trochę mnie to uraziło, bo dobrze wie, że jest najbliższą osobą, którą mam, a i tak zachował się jak idiota.  David tylko westchnął i pokiwał głową, położył mi rękę na ramieniu i zaczął swoje ckliwe przemówienie.
- Musisz go zrozumieć Justin, jest przytłoczony całą tą sytuacją. Pomyśl jak ty czuł byś się na jego miejscu? Proszę jedź do domu i odpocznij, wszystko jakoś się ułoży. - David poklepał mnie po ramieniu, a następnie zniknął w mroku, który otaczał całą fabrykę. Byłem zdruzgotany i zarazem wściekły, wyciągnąłem z kurtki paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego z nich. Paliłem od 16 roku życia, była to jedyna rzecz, która tak mnie uspakajała zaraz po seksie z kobietami. W tej chwili miałem cholerną ochotę na jakąś dziewczynę wiem, że to by mi pomogło. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się mocno obserwując z oddali Los Angeles, które było doskonale oświetlone, westchnąłem. Czemu te najgorsze rzeczy zawsze przytrafiają się mi? Może to wina mojego majątku? Mógłbym spróbować żyć skromnie z jedną wybranką i oddać cały mój majątek, jeżeli dzięki temu miałbym być w końcu szczęśliwy. Nie okłamujmy się. Życie to nie bajka, nie wierzyłem w miłość. Według mnie istnieje tylko zauroczenie, a reszta to tylko kwestia przyzwyczajenia do danej kobiety. Wziąłem ostatniego bucha do płuc i wypuściłem dym robiąc z niego kółeczko, zdeptałem niedopałek papierosa butem i odszedłem w stronę auta, nieco bardziej uspokojony. Otworzyłem drzwi i wsiadłem do samochodu ruszając w głąb tętniącego nadal życiem Los Angeles.
*
Wjechałem do mojego garażu, a następnie wszedłem drzwiami głównymi do dużego holu. Nie mogłem doczekać się zobaczenia Rose. W głębi duszy wiedziałem, że ta dziewczyna mnie pragnęła. Więc dlaczego nie mógłbym tego wykorzystać? Uśmiechnąłem się do siebie w duchu. Wracając do domu dostałem sms'a od Davida, że wszystko idzie zgodnie z planem i to mnie nie co uspokoiło. Dzięki temu stary Justin Bieber znów wracał do pracy. Otarłem swoje ręce by je ogrzać i ściągnąłem swoją kurtkę.
- Rose! Śpisz? - krzyknąłem i przejechałem ręką po swoich włosach, gdy nic nie usłyszałem powoli wszedłem po schodach w kierunku mojej sypialni. Jednak cisza w moim dużym domu nieco mnie przytłaczała. Gdy stanąłem stopami na panelach i nacisnąłem klamkę pokój był pusty, a na podłodze leżała moja ulubiona biała koszula. Podszedłem do niej, kucnąłem i podniosłem biały materiał przystawiając go sobie do nosa, pachniał damskimi perfumami. Zapach był nieziemski, znałam wszystkie znane perfumy damskie zaczynając od Chanel po Calvina Klein'a kończąc na Hugo Boss'ie, ale tego zapachu nie byłem w stanie sprecyzować. Był strasznie naturalny i pachniał czystą kobiecością. Na początku wystraszyłem się nieco, że Ross znów może zagrażać niebezpieczeństwo, ale po kilku chwilach uspokoiłem się i wytłumaczyłem sobie, że wróciła pewnie do domu. Zerknąłem na zegarek dochodziła 5 rano, wrażenia dzisiejszej nocy dalej dawały się we znaki dlatego pomimo dużego zmęczenia postanowiłem wziąć długą relaksującą kąpiel - to coś co dawało mi ukojenie w takich momentach. Udałem się do łazienki i napuściłem wody do mojej dużej wanny z hydromasażem. Gdy wanna była wypełniona po brzegi nalałem do niej aromatycznego olejku, rozebrałem się i wszedłem do środka, oparłem głowę o oparcie, przymknąłem oczy i oddawałem się falom przyjemnego ciepła.
*
- Witam Justin! Już jestem! - Usłyszałem głos Katie z kuchni, jęknąłem cicho i obróciłem się na drugi bok przykrywając się pościelom. Wiedziałem, że ta kobieta starała się zastąpić mi matkę i jak zejdę na dół nie uwolnię się od jej przywitań, pytań i uścisków. Katie była to samotna Pani po czterdziestce, zajmowała się moim domem jak i czasami mi gotowała. Była to naprawdę urocza kobieta i uczciwie pracowała na swoją pensję.Pewnie zastanowicie się dlaczego jako gosposię zatrudniłem kobietę po czterdziestce, a nie młodziutką i seksowną dwudziestolatkę. Odpowiedź jest prosta - jakbym zatrudnił jakąś młodą Panią prędzej czy później skończyłbym z nią w łóżku, a ja potrzebowałem zaufanej kobiety, która uczciwie zajmie się moim domem, bo ja nadzwyczajnie w świecie nie mam na to czasu. Zerknąłem na zegarek, który stał na szafce nocnej. Dochodziła godzina 12:00 w południe. Jęknąłem i z trudem zwlekłem się z łóżka, a pierwsze co zrobiłem to spojrzałem na telefon. Kilka nieodebranych połączeń od pracowników z firmy, 5 wiadomości również od pracowników z firmy (zginęli by beze mnie) i jedna wiadomość od Jack'a kliknąłem w nią i moim oczom pokazał się tekst informujący, że wszystko jest w porządku, jest bezpieczny w domu i chce dziś odpocząć od wszystkiego. W sumie rozumiałem kolesia. Odetchnąłem i rzuciłem telefon na łóżko, wszedłem w moje szare dresy i zbiegłem po schodach na dół. Katie robiła coś przy blacie kuchennym, gdy usłyszała, że się zbliżam automatycznie do mnie podbiegła i zaczęła z całej siły mnie przytulać co oczywiście odwzajemniłem.
- Ohh mój Justin! Tak strasznie za Tobą tęskniłam! W domu nie umiałam sobie miejsca znaleźć, pracując dla Ciebie przynajmniej jakoś zajmuję swój czas. - Katie odsunęła się ode mnie i pogładziła mój policzek przez co poczułem się jak dziecko, uśmiechnąłem się do niej promiennie.
- Również się cieszę, że Cię widzę Katie. W końcu mam koło siebie kogoś zaufanego z kim mogę pogadać. Mrugnąłem do niej, a ta klepnęła mnie delikatnie w ramię.
- Opowiadaj jak było, przygotowałam już obiad. Siadaj do stołu, wszystko jest podane. Pewnie wygłodniałeś, bo z tego co wiem to twoja siostra nie za dobrze gotuje, oczywiście nie obrażając jej. W ogóle jak pogada w Stratford? Było pogodnie? Wypocząłeś? - Wiedziałem, że te pytania dziś nie będą miały końca dlatego westchnąłem i usiadłem do stołu, odpowiadając na każde pytanie Katie. Opowiedziałem jej wszystko w najdrobniejszych szczegółach ta nie narzekała. W między czasie jedliśmy pysznego kurczaka z ananasem podanego z ryżem. Ona to jednak umie gotować. Naszą rozmowę jednak przerwał dźwięk dzwonka. Czyżby kolejna pogróżka? Wzdrygnąłem się na tą myśl, przecież z nikim nie byłem umówiony. Wytarłem serwetką kąciki swoich ust i wstałem od stołu. Nacisnąłem klamkę drzwi głównych i omal się nie przewróciłem, to co ujrzałem wprowadziło mnie w osłupienie.
- Ohhh ciocia Vanessa! Witaj! - wyjąkałem i podrapałem się po karku. Czułem się nieco niezręcznie z resztą nie ja jedyny. Venessa była moją przyszywaną ciocią, jednak wszyscy traktowaliśmy ją jak członka rodziny. Juz miałem wpuścić ją do środka, gdy zauważyłem przy jej nogach dwie duże, czarne, prostokątne walizki. Otworzyłem oczy szerzej. To nie mogło być to o czym właśnie myślałem.
- Cześć Justin. Przyje-przyjechałam prosić Cię o prośbę. Możemy wejść? - spojrzałem na nią i dopiero teraz się zorientowałem, że był z nią mój 16 letni kuzyn Kevin i.. o nie.. tylko nie to. Moja 17 letnia kuzynka Lisa. Ta dziewczyna była świrnięta na moim punkcie. Rok temu, jak byłem na jej 16 urodzinach próbowała mnie siłą zaciągnąć do łóżka i myślała, że cały czas będę lecieć na jej krągłości, bo nie powiem ciało jak na 18 letnią dziewczynę miała strasznie seksowne. Lisa jakby czytając mi w myślach zmierzyła mnie wzrokiem i przygryzła wargę. Boże myślałem, że zwymiotuję. No tak. Stoję w samych dresach, bez koszulki. Muszę zacząć uważać.
- Oczywiście ciociu, wejdźcie - zaprosiłem ją do środka i przytuliłem się z nią,z Kevinem przybiłem piątkę, a Lisa.. Lisa rzuciła się na mnie w namiętnym uścisku tak, że jej duże piersi napierały na moją nagą klatkę piersiową. Cycki prawie wypływały jej ze stanika, miała strasznie duży dekolt, nie miałem pojęcia gdzie ułożyć swoje dłonie, bo nie chciałem w żaden sposób jej sprowokować.
- Oh Justin.. tak się za Tobą stęskniłam - wymamrotała mi nad uchem.
- Tak Lisa, ja za Tobą też - bąknąłem i czym prędzej wyswobodziłem się z jej uścisku. Wziąłem walizki i ustawiłem je w przedpokoju. Następnie skinąłem ręką by zaprowadzić ciocię do salonu.
- Boże Justin! Jaki piękny dom! - Ciocia rozglądała się dookoła i złożyła swoje ręce w geście zachwytu, zaproponowałem jej wody, ale odmówiła. Wszyscy w czwórkę usiedliśmy na kanapie, Katie stwierdziła, że nie będzie nam przeszkadzać i udała się do domu. Zapewniła, że wpadnie wieczorem sprawdzić jak się miewam. Podziękowałem jej i spojrzałem na moją ciocię.
- Więc ciociu co to za prośba? - spojrzałem na nią i z jej wyrazu twarzy mogłem odczytać, że nie będę zadowolony.
- Justin.. jest mi cholernie głupio.. - przerwała, a ja kiwnąłem by kontynuowała i się nie krępowała. W końcu byliśmy rodziną, a rodzina ma sobie pomagać.
- Justin. Potrzebuje pomocy. Moja matka ciężko zachorowała. Potrzebuje stałej opieki, a jak dobrze wiemy mieszka w Japonii, jestem zmuszona wyjechać do niej na co najmniej 6 miesięcy. Oczywiste jest to, że nie mogę wziąć ze sobą dzieci, bo nie umieją języka, a muszą kontynuować swoją naukę. Jesteś moją jedyną nadzieją, kochanie. Proszę Cię, nie będą sprawiać dużo kłopotów. Lisa jest prawie dorosła i dojrzała jak na swój wiek. - O mało nie prychnąłem. Tak, Lisa dojrzała jak na swój wiek. Cały czas się uśmiechałem, by nie ukazać swojej złości. Co niby miałem jej powiedzieć? "Tak, ciociu jasne! Ale nie jest problemem, że nie bedzie mnie w nocy, bo prowadze dwa najlepsze kluby nocne w LA? No i tak o mało bym zapomniał! Ściga mnie psychopata, który atakuje moich bliskich. Zdradzę Ci nawet, że do mojego przyjaciela przypiął bombe! Super, nie? Myślisz, że dzieciaki sobie poradzą?" Nie wiem czy byłbym w stanie znieść rozpacz cioci gdybym zostawił ją na lodzie. To coś nie do pomyślenia, ale bałem się również o bezpieczeństwo dzieciaków. Byłem w stanie się zgodzić w końcu zawsze Katie może ich przypilnować, ale czy rzeczywiście ze mną były bezpieczne? Poza tym to poważna decyzja, o takich wyjazdach nie informuje się od tak z dnia na dzień, tylko planuje sie wszystko od miesięcy.
- Uhh.. ciociu nie wiem.. po prostu nie jestem pewny czy sobie poradzę, mam dopiero 23 lata. - zerknąłem na nią i od razu pożałowałem swoich słów. Ciocia zrobiła się blada i myślałem, że zaraz się rozpłacze. Podeszła do mnie i położyła rękę na moim ramieniu.
- Justin.. nie znam bardziej odpowiedzialnej osoby od Ciebie. Spójrz. Masz 23 lata, a tyle w życiu już osiągnąłeś. Radzisz sobie świetnie, zawsze powtarzam Kevinowi, że ma brać z Ciebie przykład, jesteś świetnym wzorem do naśladowania. - Ohh.. ciociu gdybyś wiedziała czym sie zajumuje od razu zmieniłabyś o mnie zdanie i spieprzałabyś z dzieciakami jak najdalej. Spojrzałem ukradkiem na Lisę, która siedziała naprzeciw mnie,  miała założoną nogę na nogę i cały czas wpatrywała się we mnie nachylając się co raz to bardziej bym mógł obserwować jej piersi - oczywiście tego nie robiłem.
- Postaram się Cię nie zawieść ciociu - uśmiechnąłem się, a ciocia pisnęła z radości. Zgodziłem się jedynie ze względu na Kevina, ten chłopak był naprawdę w porządku, lubiłem dzieciaka. Vanessa rzuciła się na mnie i zaczęła mnie przytulać i dziękować.
- Ohh Justin jestem tak wdzięczna. Mogłabym zostać jeszcze dziś na noc? Muszę omówić coś z dzieciakami, a wylot mam z lotniska jutro o 11:00. Nie masz tego za złe? - zapytała z nutką nadziei w głosie.
- Oczywiście, że nie zaraz pokaże wam wasze sypialnie. - uśmiechnąłem się i wstałem z kanapy. Wziąłem dwie duże walizki i zaniosłem je na górę. Przedstawiłem dzieciakom ich pokoje - były zachwycone, w szczególności Lissa, która miała w swoim balkon i jacuzzi. Fajnie, że mogłem pomóc swojej rodzinie. Przez to czułem się o wiele lżej i w końcu wiedziałem, że robie coś dobrego, a to pozwalało mi zapomnieć o wszystkich złych rzeczach. Byłem zadowolony.
Po podwieczorku poszedłem odpocząć do swojej sypialni. Ciocia czytała książkę na balkonie, a Kev grał w gry wideo, położyłem się na łóżku i uruchomiłem swoją plazmę, miałem ochotę zobaczyć jakiś thriller. Byłem fanem mocnego kina, nagle z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłem swoją głowę w bok i westchnąłem z irytacją. Była to Lisa. Miała na sobie czarne bikini, jej piersi wypływały z góry stroju, a dół opinał jej pośladki. Wiedziałem, że robiła to specjalnie, ale na mnie to nie działało. Miałem inną wizję kobiety w głowie. Lissa zmierzyła wzrokiem mnie leżącego na łóżku, a następnie usiadła na jego skraju. Położyła swoje dłonie na kołdrze, zaciskając na niej swoje małe piąstki. Uniosła swoje pośladki regularnie kilka razy tak, że łóżko wydało charakterystyczne skrzypienie i ugięło się pod nią.
- Mmm - wymruczała, a ja pokręciłem głową.
- Jakie miękkie, jest o wiele lepsze od mojego, myślisz, że będę mogła tu spać? W końcu jesteś moim przyszywanym kuzynem, a ja nie jestem przyzwyczajona spać w nowych miejscach. Muszę się zaklimatyzować. - uśmiechnęła się figlarnie, a ja myślałem, że zwrócę obiad. Momentalnie wstałem z łóżka i zwróciłem się do niej.
- Lisa kurwa, jesteś moją kuzynką i nikim więcej. Chce, aby było jasne, że przyjąłem Cię tutaj tylko ze względu na waszą mamę. Nie chce jej zawieźć. Żadna twoja gra nie poskutkuje - podkreśliłem swoje ostanie słowa. Byłem pewny, ze Lissa momentalnie wstanie i wyjdzie, jednak ona wstała i podeszła do mnie tak, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Rękę położyła na mojej szyi i przyciągnęła mnie do siebie tak, że nasze usta prawie się stykały.
- Posłuchaj Bieber - wysyczała, a ja czułem chłód jej słów na moich wargach.
- Dobrze wiem, że masz dwa nocne kluby w Los Angeles. Chyba nie chcesz, aby twoja rodzina całkowicie się od Ciebie odwróciła? Wiem też czym się zajmujesz i jak traktujesz kobiety. Dosłownie wiem wszystko, wiec proszę stul ten swój pysk i bądź grzeczny. Od dziś gramy na moich zasadach. - splunęła jadem, a mi zawróciło się w głowie, Lissa wyszła, kręcąc swoim tyłkiem, a ja zacisnąłem pięści tak, że moje knykcie pobladły. Mała suka miała tupet. Widzę, że chce poznać prawdziwego Biebera. Nie będzie mną pogrywać. Chcesz się bawić? W takim razie witamy w świecie Justina, Lisso.
~*~
Rozdział jest długi, następny będzie w przyszłym tygodniu. Czujecie jakiś niedosyt? Ja jestem zadowolona i  ukochani mam prośbę proszę informujcie znajomych o moim fanfiction i polecajcie bloga, chciałabym zdobyć więcej czytelników, wciągnęłam się w pisanie tego opowiadania i nie chcę go kończyć. Dziękuję za aktywność pod ostatnim rozdziałem jesteście kochani, ściskam
NASTĘPNY ROZDZIAŁ = 25 KOMENTARZY 

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział szósty

Justin’s POV 
Szczerze? Zamurowało mnie, o mało co nie potknąłbym się o stojący z boku samochód. Najbardziej jednak zabolało mnie gdy zauważyłem łzy w oczach przyjaciela, zazwyczaj był on twardy – tak jak i ja, ale w takiej sytuacji trudno było zachować spokój. Odwróciłem się tyłem do Jack’a i oparłem się łokciami o maskę samochodu, ręce wplątałem w moje włosy i mocno za nie szarpnąłem. Zacisnąłem szczękę. Czułem jak zdenerwowanie we mnie rośnie, w takim momencie miałem ochotę wyładować swoje emocje przez przemoc. Dlatego z całej siły, walnąłem pięścią w maskę mojego samochodu, zostawiając w niej wgniecenie. Nie spodziewałem się, że mogę mieć tyle siły, następnie z pełną parą kopnąłem nogą w oponę od auta i aż syknąłem. Wyprostowałem się i schowałem twarz w dłoniach.
- Cholera Justin proszę, ża-żadnych.. nerwowych ruchów. – Jack zająkał się, a następnie kontynuował, zauważyłem jak drżą mu dłonie.  – Zrozum.. ja w każdej chwili mogę wybuchnąć – wysapał, i podrapał się po karku zmieszany, przyznam, że zabrzmiało to nieco komicznie. Po chwili zastanowienia otworzyłem drzwi do samochodu i usiadłem po stronie kierowcy bokiem do Jack’a tak, bym mógł patrzeć mu prosto  twarz.
- I co my teraz zrobimy? – ruszyłem lekko dłońmi i spojrzałem w jego oczy, był strasznie wystraszony, z resztą ja również. W każdej sekundzie mogliśmy zostać usunięci z powierzchni ziemi i gówno by po nas zostało. Na tą myśl westchnąłem – Opowiedz mi najpierw co za idiota… - po tych słowach Jack syknął, a ja zrozumiałem aluzję. Mogliśmy być podsłuchiwani. Kontynuowałem – no dobra.. co za „pajac” przypiął to gówno do twojego ciała? – spojrzałem na niego, a on stał nadal nerwowo, od kąt tu przyjechałem, ani drgnął. Stał cały czas w tym samym miejscu by nie zagrażać, ani sobie, ani mi.
- Jay.. ja.. ja nie pamiętam. Serio stary. Stałem oniemiały pod mostem jak mnie tam zostawiłeś, a gdy miałem się ruszyć ogarnęła mną ciemność i pac, zemdlałem. Następnie się obudziłem i to gówno już ze mną było, dostałem tylko sms’a, że mam sprowadzić Cię na most – Kiedy Jack skończył mówić, coś przyszło mi do głowy.
- Gdzie masz telefon stary? – powiedziałem i automatycznie wstałem wychodząc z auta.
- W kieszeni – Jack odpowiedział cicho i wyciągnął powoli swoją komórkę z kieszeni, był zmieszany. Nie miał pojęcia co chcę zrobić i myślę, że obawiał się tego. Gdy już ją wyciągnął, podszedłem do niego niepewnie i wyrwałem mu ją szybkim ruchem z dłoni. Czym prędzej otworzyłem tylnią klapkę, a Jack jęknął. Wysunąłem kartę sim, a telefon odrzuciłęm spowrotem do Jack’a. Sam znów zgięłem kartę w pół i wyciągnąłem zapalniczkę. Jednak Jack krzyknął i zaczął nerwowo wymachiwać rękami.
- Stary, pogrzało Cie?! Mam na sobie ładunek wybuchowy, a ty pajacu, chcesz przy mnie odpalać ogień. Nie no zajebiście. Jesteś naprawdę inteligentny. – warknął, a mi zrobiło się nieco głupio, bo zachowałem się lekko myślnie, a jasne było, że w takiej sytuacji należało wszystko rozważyć. Wyciągnąłem z kieszeni scyzoryk i przejechałem ostrym ostrzem wzdłużej małej  kwadratowej powierzchni, rozcinając ją na pół. Następnie wyrzuciłem ją do rzeki i spojrzałem na Jack’a był wystraszony i cały drżał – podejrzewam, że z zimna, bo stał na dworze w samej koszulce na ramiączkach. W każdym razie nie był spokojny.
- Wsiadaj – odchrząknąłem i otworzyłem drzwi po stronie kierowcy, wsiadłem do mojego nowego ferrari. Położyłem dłonie na kierownicy, a głowę oparłem o zagłówek. Odetchnąłem, a następnie spojrzałem na Jack’a, który wytrzeszczył oczy i spojrzał na mnie niedowierzając.
- Jay.. ja.. ja nie zrobię tego. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie będę ryzykować Twojego życia. – powiedział nieco zmieszany.
- Mam plan. Wsiadaj. Już – mój ton był nieco ostrzejszy, dlatego Jack lekko drgnął i czym prędzej wsiadł po stronie pasażera. Usiadł ostrożnie i widziałem na jego czole liczne kropelki potu, strasznie się denerwował. Z resztą nie on jeden. Przełknąłem ślinę i wyciągnąłem mój telefon z kieszeni. Wiedziałem już co zrobię. Otwarłem aplikację do wysyłania sms’ów i zacząłem jechać palcami po klawiaturze.

Witaj David, tutaj Bieber. Wiesz dobrze, że wisisz mi przysługę. Za 15 minut jestem pod twoim domem. Przygotuj żonę. 

Bling, wysłane. Odłożyłem telefon na półeczkę i ruszyłem samochodem. Nie wiedziałem ile mamy czasu, ale wiedziałem, że muszę zdążyć. (…)

Rose’s POV
Gdy usłyszałam jak ktoś przekręca gałkę od drzwi wejściowych automatycznie przełknęłam ślinę i wzdrygnęłam się, nie wiedziałam co mam robić, tym bardziej, że miałam na sobie samą czerwoną koronkową bieliznę. Czym prędzej wybiegłam z łazienki i ruszyłam szybkim krokiem do jednej z szaf Justina, z niej wyciągnęłam jakąś białą koszulę, która przyjemnie pachniała jego perfumami. Wiedziałam, że to nie moment na takie stwierdzenia, ale miałam cholerną ochotę non stop na nowo zatapiać się w tym męskim i uwodzicielskim zapachu. Po chwili ocknęłam się, a mój mózg zaczął normalnie pracować. W końcu musiałam zacząć myśleć, ktoś wszedł tu bez pukania, co nie wróży zbyt najlepiej, bo co do cholery ktoś robiłby w jego domu o trzeciej w nocy? Zapewne nie była to jego babcia z piernikami na podwieczorek. Odchrząknęłam i powoli ruszyłam w stronę drzwi. Przekręciłam pomału gałkę i uchyliłam je. Następnie ostrożnie wychyliłam przez nie głowe. Rozejrzałam się dookoła, a jak nikogo nie zauważyłam wyszłam na korytarz.
- Bieber, do chuja! Gdzie jesteś?! – wyraźny męski głos rozniósł się po całej rezydencji. Stanęłam jak wryta i nie umiałam ruszyć się, ani o krok. Nogi w tej chwili miałam jak z waty, a cała pewność siebie zniknęła. Nagle na schodach ujrzałam wysoką postać. Zdecydowanie był to mężczyzna. Przechyliłam głowę lekko w bok by móc ujrzeć jego twarz, miał delikatny zarost, był wysoki, a jego ciało praktycznie w całości było pokryte tatuażami. Wzdrygnęłam się. Dobrze znałam tego faceta.
- Rose co ty tu do cholery robisz?! – Matt nie krył zdziwienia jak i ja. Co do cholery Justin miał wspólnego z tym sukinsynem? Matt był moim szefem, zatrudniłam się w klubie, który prowadził niespełna tydzień temu. Oczywiście nie jako prostytutka. Tańczyłam rekreacyjnie na rurze jeżeli tak to mogę nazwać. Nie spałam z żadnym klientem, ani żaden nie mógł mnie dotykać. To było troszkę pocieszające, chociaż nie za bardzo pasował mi widok pożerających mnie wzrokiem napalonych oraz zamężnych kolesi. To ohydne. Oczywiście powody dla których zniżyłam się do tego poziomu, były oczywiste. Dopiero co przeprowadziliśmy się wraz z rodzicami do tego miasta i musiałam w jakiś sposób ich wesprzeć. Na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze. Jednak pomyślałam, że koleś taki jak Justin może być kimś ważnym dla Matta, postanowiłam podnieść poczucie własnej wartości oraz również swoje mniemanie w jego oczach, chociaż wcale nie miałam tego w naturze.  Dlatego pewna siebie oparłam się bokiem o ścianę i założyłam ręce na piersi. Fakt, że miałam na sobie samą koszule mnie nie pocieszał. Musiałam co chwilę przymykać oczy by nie czuć na sobie wzroku Matta. Po chwili odchrząknęłam i zaczęłam mówić.
- Justin pojechał pozałatwiać kilka spraw na mieście. Nie wiem za ile wróci. – Powiedziałam starając się nie tracić pewności siebie. Zerknęłam na twarz Matta, która wyraźnie była zmieszana.
- Justin? Dziewczyno dla Ciebie to jest Pan Bieber. – Zdziwiłam się gdy Matt wypowiedział te słowa w moim kierunku, lecz cały czas uważnie słuchałam tego co mówi. – Bieber jest Twoim szefem Rose. Miał dwumiesięczną przerwę i właśnie wrócił do pracy. Przypominam, że jutro wieczorem jest Twoja zmiana, a Justin pojawi się w klubie. Jego główną zasadą jest niesprzymierzanie się z pracownicami dlatego lepiej dla Ciebie jak o Nim zapomnisz. Dla niego jesteś marną dziewczynką, która nic nie znaczy w tej układance. – Prychnął, a po jego ostatnich słowach zapiekły mnie oczy. Przełknęłam ślinę i przygryzałam policzki od wewnątrz by się nie rozpłakać, byłam twarda, ale jego ostatnie słowa mnie zabolały. Nie okazał mi w żaden sposób szacunku, a przez to poczułam się jak nic nieznaczące gówno. Nie wiedziałam co powiedzieć nie mogłam go uderzyć, a tym bardziej na niego nakrzyczeć, bo chcąc nie chcąc on był moim drugim szefem. W każdej chwili mógł mnie zwolnić, a w tej chwili to było mi najmniej potrzebne. Starałam się poskładać wszystkie myśli, które atakowały mój mózg. Lecz moją zadumę przerwał dźwięk uchylanych się drzwi, automatycznie z Mattem nasze głowy zwróciły się w kierunku wejścia do rezydencji. To co ujrzałam jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Była to Isabell jedna z dziwek, która pracowała wraz ze mną. Dzieliła nas jedynie branża. Ja tańczyłam, a ona się puszczała. No cóż. Nie wiem jak można sprzedawać swoje ciało za pieniądze. Matt na jej widok od razu zrobił się czerwony ze złości.
- Isabell wracaj do samochodu! Muszę do kończyć pewną sprawę z Rose. – Zdziwiło mnie to, że zwraca się do niej jej pełnym imieniem, bo prawie nikt w klubie tego nie robił. Gdy Isabell na mnie spojrzała moje ciało przeszedł dreszcz. Uśmiechnęła się łobuzersko i założyła ręce na piersi. Miała na sobie czarną obcisłą mini i biały obcisły tshirt z dużym dekoltem, przez to jej sztuczne cycki, aż wypływały z ciasnej bluzki. Na samą myśl o niej uprawiającej seks z jakimś facetem zrobiło mi się niedobrze.
- Co ona robi u Biebera w domu? - jej głos był przesiąknięty jadem. - Niby tańczy tylko dla nas, ale jak widać ma też w naturze puszczanie się z szefem. - Zaśmiała się, a ja zacisnęłam pięści. Miałam ochotę jej walnąć. Dosłownie. Moja twarz zrobiła się czerwona ze zdenerwowania jak i trochę ze wstydu. Wiedziałam, że jutro wszystkie dziewczyny w klubie będą już o tym gadać. - No nie powiem sama chętnie chciałabym być na Twoim miejscu, ale pamiętaj dziewczynko, że dla niego jesteś tylko zabaweczką. - Po tych słowach odwróciła się i znikneła w mroku, zaś Matt westchnął tak jakby chciał przyznać jej racje. Miałam ochotę krzyknąć "Halo! To, że jestem w jego domu w samej koszuli nic nie znaczy!". Po raz kolejny miałam ochotę się rozpłakać. Przecież nic złego nie zrobiłam, chciałam tylko spędzić miły wieczór z Justinem w klubie, a za to w zamian zostałam napadnięta, pobita i osądzona przez dwie osoby o okropnych osobowościach, że sypiam z Bieberem za pieniądze. Moje życie rozpadało się na kawałeczki. Brakuje tylko tego, aby moja rodzina dowiedziała się czym zajmuje się w wolnym czasie. Westchnęłam.
- Słuchaj Rose, nie wiem co tutaj robisz i nie chcę w to wnikać w każdym razie, gdzie jest Bieber? Ważna sprawa czeka na niego w klubie, a ja sam jako zastępca nie mogę niczego załatwić. Potrzebuję go natychmiast. - Matt podkreślił ostatnio słowo. Co niby miałam mu powiedzieć? Nie miałam pojęcia gdzie jest Justin. - Matt, ja.. ja nie mam pojęcia gdzie on jest. Naprawdę. Boli mnie głowa i mam ochotę wrócić do domu. Dlatego wybacz, ale będe się zbierać. - Powiedziałam, a mój ton był słaby. Naprawdę byłam zmęczona i cały czas walczyłam z poczuciem niskiej wartości. Przymknęłam swoje powieki, odwróciłam sie tyłem do Matta i ruszyłam powoli w kierunku sypialni, chciałam sie ubrać i czym prędzej wrócić do domu.
- Może Cię podwieźć? - Matt zapytał z troską w głosie. Nie, żeby coś, ale od kąt pracuje dla Niego (i jak się okazuje dla Biebera) czuje wyraźne zainteresowanie jego moją osobą. - Nie, dziękuje wrócę sama. - powiedziałam, a Matt oddalił się. Słyszałam to po jego krokach. - W takim razie dobranoc panienko Rose, przyjemnej nocy. - Po tych słowach drzwi sie zatrzasnęły, a ja zostałam sama. Oczy znów mnie zapiekły i poczułam, że moje policzki są mokre. Czułam się jak gówno-nic dla nikogo nie znaczyłam. Szybko spakowałam swój telefon do torebki zrzuciłam koszulę Justina, która cały czas pachniała nim, ja jednak chciałam pozbyć się tego zapachu. W tym momencie nie chciałam czuć nic związanego z nim. Pracuje dla niego, jestem tylko zwykłą marionetką, którą może zagrać jak chce. Powtarzałam sobie w głowie. Założyłam na siebie swoje szorty, które udało mi sie ocalić. Jednak po mojej koszulce nie zostało nic dlatego wdziałam swoją skórzaną kurtkę i zapięłam ją pod samą szyję. Nie chciałam dłużej przebywać w tym domu. Chwyciłam moją torebkę i czym prędzej wydostałam się z rezydencji. Gdy wyszłam moje ciało przeszedł dreszcz spowodowany zimnem. Potarłam ręką moje ramię, a moje ciało zadrżało. Wydostałam się z podwórka Biebera i zaczęłam iść na wprost walcząc ze łzami, które non stop napływały mi do oczu. Nie chciałam sobie pozwolić w tym momencie na coś takiego. Szłam wzdłuż chodnika, jedyne co było słychać to dźwięki, które wydawały kruki oraz sowy. To wprawdzie powodowało dreszcze na moim ciele. Chciałam jak najprędzej dostać się do mojego pokoju, choć wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe. Wiedziałam, że w tym mroku coś na mnie czeka.
~*~
Kochani przepraszam, że rozdział dodany jest tak późno, ale tamten tydzień był strasznie zalatany. Miałam egzaminy gimnazjalne jak i te do bierzmowania. Obiecuje się dodawać rozdziały częściej jak i przestrzegać terminów. Chce, abyście byli zadowoleni.

Kolejna sprawa to zwiastun, który został wykonany na mojego bloga, zachęcam wszystkich do obejrzenia, ponieważ jest cudowny.

Trochę się zawiodłam, ponieważ pod zeszłym rozdziałem widoczne jest tylko 14 komentarzy :( Naprawdę rozdział jest, aż tak beznadziejny? Następny rozdział dodam dopiero wtedy gdy będzie wyznaczona liczba komentarzy, bo jest mi naprawdę przykro i nie mam motywacji, aby dalej kontynuować to opowiadanie

KOLEJNY ROZDZIAŁ = 20 KOMENTARZY
kocham was i udanej majówki!