- Mogę wiedzieć o co Chodzi, gdzie się wybierasz? - Zapytała, a po tych słowach lekko się uniosła i oparła swoje ciało na łokciach, zerkając w moim kierunku.
- Rose, słuchaj mam kilka ważnych spraw do załatwienia na mieście. – W tym momencie zerknąłem na zegarek, a Rose zaczęła chichotać. Cholera, naprawdę nie byłem w humorze do żartów.
- Ważne sprawy na mieście o godzinie trzeciej nad ranem? Kim ty jesteś? Alfonsem? – spytała z ironią w głosie i zaczęła się śmiać, jednak gdy zobaczyła, że mnie w tej chwili to nie bawi przestała i odgarnęła kosmyk włosów za ucho nieco speszona. Nie powiem, że wyglądała w tym momencie cholernie uroczo. Ja pieprze Justin, weź się w garść! Twój kumpel jest w cholernym niebezpieczeństwie, a ty stoisz jak kołek przy łóżku zajebiście gorącej blondynki, która jest przesłodka i podniecasz się jej śmiechem.
- Nieważne. Naprawdę się śpieszę, proszę zostań tu za niedługo wrócę, weź kąpiel, zrelaksuj się, zjedz coś , cokolwiek. Po tych słowach bez zastanowienia wybiegłem, trzaskając drzwiami . Na dworze było zimno,stanowczo za zimno. Chłód zawładnął całym moim ciałem, mogłem poczuć każdy podmuch wiatru. Wsiadłem do auta i ruszyłem w drogę. (...)
Po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Ku mojemu zdziwieniu cała okolica pogrążona była w ciszy, a na moście nie było nikogo. Do moich uszu dobiegało tylko ciche pluskanie wody, które powodowało, że na moim ciele wystąpiła gęsia skórka. Wyszedłem ostrożnie z auta i stanęłam na betonowej posadzce. Czułem jak mocno bije mi serce, nie wiedziałem gdzie mam się udać i co do cholery robić. Jack mógł zostawić chociaż jakąś małą wskazówkę. No, bo co ja teraz niby miałem zrobić? Stać i czekać, aż mój przyjaciel umrze? Wszystko jest do dupy! Miałem wrócić i wszystko miało zacząć się układać, a tym czasem co? Stoję jak debil na moście, bo jakiś psychopata chce mnie zastraszyć poprzez odbieranie mi bliskich. Ohh o mały włos bym zapomniał, poznałem dziewczynę – Rose, która nie wiadomo skąd nosi obrączkę mojego zmarłego Ojca. Moje rozmyślenia przerwał mi cichy jęk dochodzący zza moich pleców. Przysięgam to było chore! Myślałem, że umre, może i jestem twardy, ale nie miałem pojęcia co to do cholery jest. Moim ciałem zawładnął nie przyjemny dreszcz. Wziąłem głęboki oddech, przymknąłem oczy i odwróciłem się na pięcie w oczekiwaniu na najgorsze. Stałem tak może z 10 sekund jak debil, ale ku mojemu zdziwieniu nic się nie działo. Otworzyłem oczy i to co zobaczyłem nieco mnie uspokoiło. Odetchnąłem z ulgą.
- Stary.. co ty odpieprzasz? Widzę, że na prawdę w głowie Ci się coś poprzestawiało. Dzwonisz do mnie o trzeciej nad ranem i myślisz, że będę miał ochotę na jakieś głupie żarty.. Chodź wracamy do domu.
Machnąłem ręką w kierunku przyjaciela i ruszyłem nieco swobodniej w stronę samochodu. Już miałem otwierać drzwi, gdy zorientowałem się, że Jack, ani drgnął. Spojrzałem zdziwiony na przyjaciela.
-Jack.. na pewno.. -na pewno wszystko w porządku?- Mój głos w tym momencie zabrzmiał cholernie niepewnie, znów poczułem mocne ukłucie w sercu i paniczny strach. Jack nie odpowiedział. Do oczu mojego zajebiście twardego przyjaciela zaczęły napływać łzy. Zamurowało mnie. Jack nigdy nie płakał! Nie wiecie jak cholernie źle czułem się w tej sytuacji. Jack dźwignął do góry swoją koszulkę, a ja zamarłem. Wytrzeszczyłem oczy z niedowierzaniem i zrobiłem jeden krok w tył, potykając się o samochód. Czułem, że tracę równowagę. Do ciała Jacka był przypięty ładunek wybuchowy.
Rose’s POV
Gdy Justin wybiegł z domu, zawładnął mną potworny chłód. Było mi cholernie zimno, dlatego naciągnęłam kołdre pod sam mój nos i przymknęłam swoje oczy starając odtworzyć wszystkie zdarzenia z dzisiejszej nocy. To było trudne, bo do cholery nic nie pamiętałam! Nie mam pojęcia co się stało, pamiętam tyle, że szłam spokojnym krokiem, a gdy stanęłam na moście nagle zawładnęła mną ciemność i uderzyłam głową o betonową posadzkę. Czułam czyjś oddech na moim karku, próbowałam użyć samoobrony, ale ten ktoś był cholernie silny. Byłam pewna, że tą osobą była kobieta. Rozpoznałam to po zapachu silnych perfum. Pachniała konwalią z nutką wanilii, zapach ten był przesłodki więc, aż mnie zmuliło. Później nastąpiło wielkie bum i straciłam przytomność.. Gdy się ocknęłam, czułam cholerną wilgoć i szum wody, miałam poszarpane ubrania i byłam cała w krwi. Ta laska była cholerną psychopatką, wtedy chciałam wstać, ale nie miałam na to wystarczając sił, poza tym byłam okropnie obolała. Zauważyłam tylko czarne buty, które stąpały pewnie po kamieniach. Moim ciałem znów zawładną lęk, gdy przypomniałam sobie to zdarzenie. Nagle ktoś się nade mną nachylił i usłyszałam cichy szept „Nie zbliżaj się więcej do niego, to diabeł” – po tych słowach mnie zamurowało, dosłownie. Na początku nie umiałam skojarzyć o co dokładnie chodzi, dopiero potem do mojej głowy wbiły się wszystkie zdarzenia z przyjemnego wieczoru z tym cholernie seksownym facetem – Justinem. Był cholernie przystojny i szarmancki, jednak wiedziałam o co mu chodzi. Chciał pobawić się ze mną, przelecieć, a na końcu zostawić. Niestety – nie ze mną te numery. Nigdy nie dam się na to nabrać. Poza tym przez niego jestem w poważnych tarapatach.
- Ugh.. co jest nie tak ze mną? Czemu moje życie nie może być jak życie każdej dziewczyny w moim wieku? – mruknęłam sama do siebie, przetarłam twarz dłonią i zerknęłam na palce, były czarne od rozmazanego makijażu. Chyba nie chciałam wiedzieć jak teraz wyglądam. Podniosłam się i zasyczałam, moje ciało przeszedł ból, a rany dalej dawały o sobie znać poprzez cholerne szczypanie. Postawiłam jedną nogę na panelach, a następnie druga noga poszła w jej ślady, wstałam. Okej – misja zaliczona. Odetchnęłam i rozejrzałam się po sypialni, była strasznie przytulna i ozdobiona w nowoczesnym stylu. Łóżko było duże i okrągłe, a nad nim wisiał jeden duży obraz przedstawiający jakąś abstrakcje. Nad szafkami wisiało dużo zdjęć, a drzwi balkonowe były udekorowane w czarne żaluzje. Ogólnie stylowa sypialnia jak na faceta, sądząc po jego rezydencji, na pewno nie urządził jej sam. Obkręciłam się powoli dookoła siebie szukając czegoś istotnego.. nagle jedne z drzwi przykuły moją uwagę. Klasnęłam w dłonie.
- Brawo Rose! To musi być łazienka, jesteś strasznie mądra! – Zaśmiałam się sama do siebie, zadowolona, że znalazłam to pomieszczenie. Jedyne czego teraz potrzebowałam to kąpiel oraz odkażenie ran. Wolnym krokiem ruszyłam do drzwi, nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka. Ku mojemu zdziwieniu nie była to łazienka, był to strasznie malutki pokój przypominający garderobę, zapaliłam światło i rozejrzałam się dookoła. Na wieszakach wisiała damska odzież. Głównie elegancka, a w pudłach pod wieszakami, leżały stosy zdjęć. Ruszyłam do jednej z komód i bez zastanowienia otworzyłam ją. Znajdowała się w niej różnego rodzaju droga biżuteria jak i różnorodne perfum. Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że szperam w cudzych rzeczach! Czym prędzej zatrzasnęłam komodę i już zmierzałam w kierunku wyjścia gdy coś na jednej z szafek przykuło moją uwagę. Nieco zdziwiona podeszłam do niej, na małej poduszeczce leżała obrączka podobna do mojej. Była dokładnie taka sama, nieco mnie to zdziwiło, ale jednocześnie zastanowiło. Przejechałam po niej opuszkiem palca i zorientowałam się, że moja obrączka nie spoczywa na swoim miejscu. Nie miałam jej na żadnym z palców. Cicho westchnęłam i uklęknęłam, przy jednym z pudeł. Wzięłam w ręce stosik zdjęć – mieściło się w nim może z 10 kolorowych fotografii, większość z nich ukazywało wesołą kobietę, wyglądała na nieco przed trzydziestką, stała obok kolorowego płotu wraz z młodym chłopakiem. Kobieta miała długie brązowe włosy, była uśmiechnięta jak i śliczna. Jej uśmiech przypominał mi o kimś. Po chwili zorientowałam się, że na fotografii obok kobiety stoi młody Justin. Zaśmiałam się. Był taki słodki, jego blond czupryna była rozsiana na wszystkie strony, a brązowe oczka z miłością spoglądały na jego rodzicielkę. Zdałam sobie sprawę, że to musiała być ona. Przejrzałam jeszcze kilka fotografii z uśmiechem na ustach, byli tacy szczęśliwi. Jednak po chwili do moich rąk wpadło coś miękkiego – coś znacznie innego. Nie była to fotografia, a zwykły biały papier z nadrukiem. Sunęłam wzrokiem po literach, a moje usta otwarły się ze zdziwienia.
KARTA ZGONU
1. Nazwisko: Bieber
2. Imię: Pattie
3. Data zgonu: 2013 sierpień 9. Godzina: 1:56 p.m
4. Data urodzenia: 1972 kwiecień 2. Godzina: 5:26 a.m
5. Płeć: żeńska
6. Przyczyna zgonu:
Nowotwór złośliwy, wywodzący się z tkanki nabłonkowej.
7. Miejsce zgonu: szpital
8. Osoba stwierdzająca przyczynę zgonu: lekarz bez sekcji zwłok
Na dole widniał jakiś podpis, oraz pieczątka jednego ze szpitali w Los Angeles. Nie mogłam uwierzyć, jego mama nie żyje. Zrobiło mi się cholernie przykro na myśl o tym jak on teraz musiał się czuć, nie minął nawet rok od jej śmierci. Cicho westchnęłam i odłożyłam akt zgonu na miejsce. Wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam za sobą drzwi, jedyne nad czym się zastanawiałam to fakt dlaczego na żadnym ze zdjęć nie było jego Ojca. Może rozwiódł się z jego Matką? Skarciłam się za te myśli, nie byłam w żaden sposób powiązana z Justinem, a już chciałam wniknąć w jego życie prywatne. Kobiety to jednak są wścibskie. Chociaż przyznam, że nigdy nie chciałam być taka jak większość kobiet. Nie lubiłam tego jak plotkowały czy też obgadywały się nawzajem. Nienawidziłam tej fałszywości i zazdrości w ich oczach. Psują sobie tylko przez to zdrowie i nerwy. Wzruszyłam ramionami i zwlekłam się do kolejnych drzwi, otworzyłam je i odetchnęłam z ulgą. Całe szczęście to była łazienka. I na dodatek jaka piękna. Czerwone kafelki, aż lśniły, a duża, okrągła wanna zapraszała w jej głąb. Mruknęłam sama do siebie i otworzyłam jedną z szafek, szukając apteczki. Gdy znalazłam już czerwone pudełeczko z narysowanym krzyżem, otworzyłam je i wyciągnęłam kilka wacików jak i wodę utlenioną.
- Wiem kochana, że tego nie lubisz, ale nikt inny tego za Ciebie nie zrobi – wyszeptałam do siebie i postawiłam nogę na toalecie. Wacik zwilżyłam wodą tlenioną i przejechałam nim sobie wzdłuż zakrwawionej kostki. Syknęłam z bólu i zagryzłam mocno dolną wargę, następnie opatrzyłam ją sobie bandażem. Przyszła kolej na plecy. Stanęłam tyłem do lustra, by móc dokładnie przypatrzeć się moim zadrapaniom. Odwróciłam głowę lekko w bok i to co zobaczyłam, aż mnie przeraziło. Na plecach widniał duży i dość widoczny napis, wydrapany jakby kocimi pazurami
„POCZĄTEK”
Gdy to ujrzałam, łzy zaczęły napływać do moich oczu. Miałam cholernie dość.
- W co ja znów się wpakowałam?! Czy ja do cholery nie mogę mieć normalnego życia? – załkałam i oparłam swoje czoło o ścianę, cicho szlochając. Nigdy nie pokazywałam słabości, ale ponieważ w tym momencie byłam sama mogłam sobie na taką chwilę pozwolić. Musiałam uwolnić wszystkie złe emocje. Otarłam swoją twarz i zerknęłam do lustra. Nie zdążyłam się nawet sobie przyjrzeć, bo do moich uszu dobiegł zgrzyt otwieranego zamka. Wyprostowałam się, a moje serce zaczęło mocno bić.
~*~
Witam was kochani i co sądzicie o tym rozdziale? Starałam się jak mogłam :) Jak już pewnie zdążyliście zauważyć rozdziały są dodawane w czwartki i niedziele chciałabym nadmienić, że tak będzie już zawsze, jednak w tą niedziele rozdział się nie pojawi, bo jest Wielkanoc, a jak dobrze wiemy ten czas każdy z nas w jakiś sposób chce poświęcić rodzinie, poza tym w przyszły czwartek będę w trakcie pisania egzaminów, więc nie wiem czy dodam rozdział (myślę, że dodam, ale nie jestem tego pewna. Daje wam tak 80%) Chciałam wam całym serduszkiem podziękować za waszą aktywność na blogu, jestem mile zaskoczona. Mam nadzieje, że nie zawiedziecie mnie. Kocham was mocno. WESOŁYCH ŚWIĄT!
Czytasz = Komentujesz
Jeżeli chcesz być informowany o nowych rozdziałach na moim blogu zostaw komentarz z nickiem do twittera, bądź aska w dziale "informowani" po prawej stronie mojego bloga :)