czwartek, 1 maja 2014

Rozdział szósty

Justin’s POV 
Szczerze? Zamurowało mnie, o mało co nie potknąłbym się o stojący z boku samochód. Najbardziej jednak zabolało mnie gdy zauważyłem łzy w oczach przyjaciela, zazwyczaj był on twardy – tak jak i ja, ale w takiej sytuacji trudno było zachować spokój. Odwróciłem się tyłem do Jack’a i oparłem się łokciami o maskę samochodu, ręce wplątałem w moje włosy i mocno za nie szarpnąłem. Zacisnąłem szczękę. Czułem jak zdenerwowanie we mnie rośnie, w takim momencie miałem ochotę wyładować swoje emocje przez przemoc. Dlatego z całej siły, walnąłem pięścią w maskę mojego samochodu, zostawiając w niej wgniecenie. Nie spodziewałem się, że mogę mieć tyle siły, następnie z pełną parą kopnąłem nogą w oponę od auta i aż syknąłem. Wyprostowałem się i schowałem twarz w dłoniach.
- Cholera Justin proszę, ża-żadnych.. nerwowych ruchów. – Jack zająkał się, a następnie kontynuował, zauważyłem jak drżą mu dłonie.  – Zrozum.. ja w każdej chwili mogę wybuchnąć – wysapał, i podrapał się po karku zmieszany, przyznam, że zabrzmiało to nieco komicznie. Po chwili zastanowienia otworzyłem drzwi do samochodu i usiadłem po stronie kierowcy bokiem do Jack’a tak, bym mógł patrzeć mu prosto  twarz.
- I co my teraz zrobimy? – ruszyłem lekko dłońmi i spojrzałem w jego oczy, był strasznie wystraszony, z resztą ja również. W każdej sekundzie mogliśmy zostać usunięci z powierzchni ziemi i gówno by po nas zostało. Na tą myśl westchnąłem – Opowiedz mi najpierw co za idiota… - po tych słowach Jack syknął, a ja zrozumiałem aluzję. Mogliśmy być podsłuchiwani. Kontynuowałem – no dobra.. co za „pajac” przypiął to gówno do twojego ciała? – spojrzałem na niego, a on stał nadal nerwowo, od kąt tu przyjechałem, ani drgnął. Stał cały czas w tym samym miejscu by nie zagrażać, ani sobie, ani mi.
- Jay.. ja.. ja nie pamiętam. Serio stary. Stałem oniemiały pod mostem jak mnie tam zostawiłeś, a gdy miałem się ruszyć ogarnęła mną ciemność i pac, zemdlałem. Następnie się obudziłem i to gówno już ze mną było, dostałem tylko sms’a, że mam sprowadzić Cię na most – Kiedy Jack skończył mówić, coś przyszło mi do głowy.
- Gdzie masz telefon stary? – powiedziałem i automatycznie wstałem wychodząc z auta.
- W kieszeni – Jack odpowiedział cicho i wyciągnął powoli swoją komórkę z kieszeni, był zmieszany. Nie miał pojęcia co chcę zrobić i myślę, że obawiał się tego. Gdy już ją wyciągnął, podszedłem do niego niepewnie i wyrwałem mu ją szybkim ruchem z dłoni. Czym prędzej otworzyłem tylnią klapkę, a Jack jęknął. Wysunąłem kartę sim, a telefon odrzuciłęm spowrotem do Jack’a. Sam znów zgięłem kartę w pół i wyciągnąłem zapalniczkę. Jednak Jack krzyknął i zaczął nerwowo wymachiwać rękami.
- Stary, pogrzało Cie?! Mam na sobie ładunek wybuchowy, a ty pajacu, chcesz przy mnie odpalać ogień. Nie no zajebiście. Jesteś naprawdę inteligentny. – warknął, a mi zrobiło się nieco głupio, bo zachowałem się lekko myślnie, a jasne było, że w takiej sytuacji należało wszystko rozważyć. Wyciągnąłem z kieszeni scyzoryk i przejechałem ostrym ostrzem wzdłużej małej  kwadratowej powierzchni, rozcinając ją na pół. Następnie wyrzuciłem ją do rzeki i spojrzałem na Jack’a był wystraszony i cały drżał – podejrzewam, że z zimna, bo stał na dworze w samej koszulce na ramiączkach. W każdym razie nie był spokojny.
- Wsiadaj – odchrząknąłem i otworzyłem drzwi po stronie kierowcy, wsiadłem do mojego nowego ferrari. Położyłem dłonie na kierownicy, a głowę oparłem o zagłówek. Odetchnąłem, a następnie spojrzałem na Jack’a, który wytrzeszczył oczy i spojrzał na mnie niedowierzając.
- Jay.. ja.. ja nie zrobię tego. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i nie będę ryzykować Twojego życia. – powiedział nieco zmieszany.
- Mam plan. Wsiadaj. Już – mój ton był nieco ostrzejszy, dlatego Jack lekko drgnął i czym prędzej wsiadł po stronie pasażera. Usiadł ostrożnie i widziałem na jego czole liczne kropelki potu, strasznie się denerwował. Z resztą nie on jeden. Przełknąłem ślinę i wyciągnąłem mój telefon z kieszeni. Wiedziałem już co zrobię. Otwarłem aplikację do wysyłania sms’ów i zacząłem jechać palcami po klawiaturze.

Witaj David, tutaj Bieber. Wiesz dobrze, że wisisz mi przysługę. Za 15 minut jestem pod twoim domem. Przygotuj żonę. 

Bling, wysłane. Odłożyłem telefon na półeczkę i ruszyłem samochodem. Nie wiedziałem ile mamy czasu, ale wiedziałem, że muszę zdążyć. (…)

Rose’s POV
Gdy usłyszałam jak ktoś przekręca gałkę od drzwi wejściowych automatycznie przełknęłam ślinę i wzdrygnęłam się, nie wiedziałam co mam robić, tym bardziej, że miałam na sobie samą czerwoną koronkową bieliznę. Czym prędzej wybiegłam z łazienki i ruszyłam szybkim krokiem do jednej z szaf Justina, z niej wyciągnęłam jakąś białą koszulę, która przyjemnie pachniała jego perfumami. Wiedziałam, że to nie moment na takie stwierdzenia, ale miałam cholerną ochotę non stop na nowo zatapiać się w tym męskim i uwodzicielskim zapachu. Po chwili ocknęłam się, a mój mózg zaczął normalnie pracować. W końcu musiałam zacząć myśleć, ktoś wszedł tu bez pukania, co nie wróży zbyt najlepiej, bo co do cholery ktoś robiłby w jego domu o trzeciej w nocy? Zapewne nie była to jego babcia z piernikami na podwieczorek. Odchrząknęłam i powoli ruszyłam w stronę drzwi. Przekręciłam pomału gałkę i uchyliłam je. Następnie ostrożnie wychyliłam przez nie głowe. Rozejrzałam się dookoła, a jak nikogo nie zauważyłam wyszłam na korytarz.
- Bieber, do chuja! Gdzie jesteś?! – wyraźny męski głos rozniósł się po całej rezydencji. Stanęłam jak wryta i nie umiałam ruszyć się, ani o krok. Nogi w tej chwili miałam jak z waty, a cała pewność siebie zniknęła. Nagle na schodach ujrzałam wysoką postać. Zdecydowanie był to mężczyzna. Przechyliłam głowę lekko w bok by móc ujrzeć jego twarz, miał delikatny zarost, był wysoki, a jego ciało praktycznie w całości było pokryte tatuażami. Wzdrygnęłam się. Dobrze znałam tego faceta.
- Rose co ty tu do cholery robisz?! – Matt nie krył zdziwienia jak i ja. Co do cholery Justin miał wspólnego z tym sukinsynem? Matt był moim szefem, zatrudniłam się w klubie, który prowadził niespełna tydzień temu. Oczywiście nie jako prostytutka. Tańczyłam rekreacyjnie na rurze jeżeli tak to mogę nazwać. Nie spałam z żadnym klientem, ani żaden nie mógł mnie dotykać. To było troszkę pocieszające, chociaż nie za bardzo pasował mi widok pożerających mnie wzrokiem napalonych oraz zamężnych kolesi. To ohydne. Oczywiście powody dla których zniżyłam się do tego poziomu, były oczywiste. Dopiero co przeprowadziliśmy się wraz z rodzicami do tego miasta i musiałam w jakiś sposób ich wesprzeć. Na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze. Jednak pomyślałam, że koleś taki jak Justin może być kimś ważnym dla Matta, postanowiłam podnieść poczucie własnej wartości oraz również swoje mniemanie w jego oczach, chociaż wcale nie miałam tego w naturze.  Dlatego pewna siebie oparłam się bokiem o ścianę i założyłam ręce na piersi. Fakt, że miałam na sobie samą koszule mnie nie pocieszał. Musiałam co chwilę przymykać oczy by nie czuć na sobie wzroku Matta. Po chwili odchrząknęłam i zaczęłam mówić.
- Justin pojechał pozałatwiać kilka spraw na mieście. Nie wiem za ile wróci. – Powiedziałam starając się nie tracić pewności siebie. Zerknęłam na twarz Matta, która wyraźnie była zmieszana.
- Justin? Dziewczyno dla Ciebie to jest Pan Bieber. – Zdziwiłam się gdy Matt wypowiedział te słowa w moim kierunku, lecz cały czas uważnie słuchałam tego co mówi. – Bieber jest Twoim szefem Rose. Miał dwumiesięczną przerwę i właśnie wrócił do pracy. Przypominam, że jutro wieczorem jest Twoja zmiana, a Justin pojawi się w klubie. Jego główną zasadą jest niesprzymierzanie się z pracownicami dlatego lepiej dla Ciebie jak o Nim zapomnisz. Dla niego jesteś marną dziewczynką, która nic nie znaczy w tej układance. – Prychnął, a po jego ostatnich słowach zapiekły mnie oczy. Przełknęłam ślinę i przygryzałam policzki od wewnątrz by się nie rozpłakać, byłam twarda, ale jego ostatnie słowa mnie zabolały. Nie okazał mi w żaden sposób szacunku, a przez to poczułam się jak nic nieznaczące gówno. Nie wiedziałam co powiedzieć nie mogłam go uderzyć, a tym bardziej na niego nakrzyczeć, bo chcąc nie chcąc on był moim drugim szefem. W każdej chwili mógł mnie zwolnić, a w tej chwili to było mi najmniej potrzebne. Starałam się poskładać wszystkie myśli, które atakowały mój mózg. Lecz moją zadumę przerwał dźwięk uchylanych się drzwi, automatycznie z Mattem nasze głowy zwróciły się w kierunku wejścia do rezydencji. To co ujrzałam jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Była to Isabell jedna z dziwek, która pracowała wraz ze mną. Dzieliła nas jedynie branża. Ja tańczyłam, a ona się puszczała. No cóż. Nie wiem jak można sprzedawać swoje ciało za pieniądze. Matt na jej widok od razu zrobił się czerwony ze złości.
- Isabell wracaj do samochodu! Muszę do kończyć pewną sprawę z Rose. – Zdziwiło mnie to, że zwraca się do niej jej pełnym imieniem, bo prawie nikt w klubie tego nie robił. Gdy Isabell na mnie spojrzała moje ciało przeszedł dreszcz. Uśmiechnęła się łobuzersko i założyła ręce na piersi. Miała na sobie czarną obcisłą mini i biały obcisły tshirt z dużym dekoltem, przez to jej sztuczne cycki, aż wypływały z ciasnej bluzki. Na samą myśl o niej uprawiającej seks z jakimś facetem zrobiło mi się niedobrze.
- Co ona robi u Biebera w domu? - jej głos był przesiąknięty jadem. - Niby tańczy tylko dla nas, ale jak widać ma też w naturze puszczanie się z szefem. - Zaśmiała się, a ja zacisnęłam pięści. Miałam ochotę jej walnąć. Dosłownie. Moja twarz zrobiła się czerwona ze zdenerwowania jak i trochę ze wstydu. Wiedziałam, że jutro wszystkie dziewczyny w klubie będą już o tym gadać. - No nie powiem sama chętnie chciałabym być na Twoim miejscu, ale pamiętaj dziewczynko, że dla niego jesteś tylko zabaweczką. - Po tych słowach odwróciła się i znikneła w mroku, zaś Matt westchnął tak jakby chciał przyznać jej racje. Miałam ochotę krzyknąć "Halo! To, że jestem w jego domu w samej koszuli nic nie znaczy!". Po raz kolejny miałam ochotę się rozpłakać. Przecież nic złego nie zrobiłam, chciałam tylko spędzić miły wieczór z Justinem w klubie, a za to w zamian zostałam napadnięta, pobita i osądzona przez dwie osoby o okropnych osobowościach, że sypiam z Bieberem za pieniądze. Moje życie rozpadało się na kawałeczki. Brakuje tylko tego, aby moja rodzina dowiedziała się czym zajmuje się w wolnym czasie. Westchnęłam.
- Słuchaj Rose, nie wiem co tutaj robisz i nie chcę w to wnikać w każdym razie, gdzie jest Bieber? Ważna sprawa czeka na niego w klubie, a ja sam jako zastępca nie mogę niczego załatwić. Potrzebuję go natychmiast. - Matt podkreślił ostatnio słowo. Co niby miałam mu powiedzieć? Nie miałam pojęcia gdzie jest Justin. - Matt, ja.. ja nie mam pojęcia gdzie on jest. Naprawdę. Boli mnie głowa i mam ochotę wrócić do domu. Dlatego wybacz, ale będe się zbierać. - Powiedziałam, a mój ton był słaby. Naprawdę byłam zmęczona i cały czas walczyłam z poczuciem niskiej wartości. Przymknęłam swoje powieki, odwróciłam sie tyłem do Matta i ruszyłam powoli w kierunku sypialni, chciałam sie ubrać i czym prędzej wrócić do domu.
- Może Cię podwieźć? - Matt zapytał z troską w głosie. Nie, żeby coś, ale od kąt pracuje dla Niego (i jak się okazuje dla Biebera) czuje wyraźne zainteresowanie jego moją osobą. - Nie, dziękuje wrócę sama. - powiedziałam, a Matt oddalił się. Słyszałam to po jego krokach. - W takim razie dobranoc panienko Rose, przyjemnej nocy. - Po tych słowach drzwi sie zatrzasnęły, a ja zostałam sama. Oczy znów mnie zapiekły i poczułam, że moje policzki są mokre. Czułam się jak gówno-nic dla nikogo nie znaczyłam. Szybko spakowałam swój telefon do torebki zrzuciłam koszulę Justina, która cały czas pachniała nim, ja jednak chciałam pozbyć się tego zapachu. W tym momencie nie chciałam czuć nic związanego z nim. Pracuje dla niego, jestem tylko zwykłą marionetką, którą może zagrać jak chce. Powtarzałam sobie w głowie. Założyłam na siebie swoje szorty, które udało mi sie ocalić. Jednak po mojej koszulce nie zostało nic dlatego wdziałam swoją skórzaną kurtkę i zapięłam ją pod samą szyję. Nie chciałam dłużej przebywać w tym domu. Chwyciłam moją torebkę i czym prędzej wydostałam się z rezydencji. Gdy wyszłam moje ciało przeszedł dreszcz spowodowany zimnem. Potarłam ręką moje ramię, a moje ciało zadrżało. Wydostałam się z podwórka Biebera i zaczęłam iść na wprost walcząc ze łzami, które non stop napływały mi do oczu. Nie chciałam sobie pozwolić w tym momencie na coś takiego. Szłam wzdłuż chodnika, jedyne co było słychać to dźwięki, które wydawały kruki oraz sowy. To wprawdzie powodowało dreszcze na moim ciele. Chciałam jak najprędzej dostać się do mojego pokoju, choć wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe. Wiedziałam, że w tym mroku coś na mnie czeka.
~*~
Kochani przepraszam, że rozdział dodany jest tak późno, ale tamten tydzień był strasznie zalatany. Miałam egzaminy gimnazjalne jak i te do bierzmowania. Obiecuje się dodawać rozdziały częściej jak i przestrzegać terminów. Chce, abyście byli zadowoleni.

Kolejna sprawa to zwiastun, który został wykonany na mojego bloga, zachęcam wszystkich do obejrzenia, ponieważ jest cudowny.

Trochę się zawiodłam, ponieważ pod zeszłym rozdziałem widoczne jest tylko 14 komentarzy :( Naprawdę rozdział jest, aż tak beznadziejny? Następny rozdział dodam dopiero wtedy gdy będzie wyznaczona liczba komentarzy, bo jest mi naprawdę przykro i nie mam motywacji, aby dalej kontynuować to opowiadanie

KOLEJNY ROZDZIAŁ = 20 KOMENTARZY
kocham was i udanej majówki!

22 komentarze:

  1. Za bardzo się w to wczułam ! Cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku, cudowny rozdział! Masz talent do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny jak zawsze
    Jestem ciekawa co się stanie Rose i jak Justin załatw sprawę z bombą
    Czekam na nastepny
    @Mrs_Ola_Bieber

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny rozdział. hfgadkjsgkhedrfjksw nie mogę siędoczekać nn *-*
    @kidrawhxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Twojego bloga! Jest cudowny! Baaardzo wciągający :) podoba mi się ten rozdział i z niecierpliwością czekam na następny ;) / @zakochana_w_JB

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny, a zwiastun jeszcze lepszy :) Jestem ciekawa jaki był plan Justina, nie mogę doczekać się kolejnego @His_Lips69

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :)
    Ciekawe co będzie w tym klubie później *-*
    @AyeAyeeJustin

    OdpowiedzUsuń
  8. zaciekawiło mnie to ff, jest takie inne i w ogóle, dużo się dzieje *-* ebrhjfkehhisk <3 i świetnie piszesz! czekam na następny rozdział uirsfkjds d

    OdpowiedzUsuń
  9. swietne, pisz dalej, czekam na nastepny rozdzial xx
    @gcthsss

    OdpowiedzUsuń
  10. czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  11. kocham to opowiadanie <3 dawaj szybko następny rozdział już się nie moge doczekać<3

    OdpowiedzUsuń
  12. Jejku sie porobilo hoho
    Ciekawe co bd dalej i gdzie Justin
    @believeyoucanx3

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział! genialny! zajebisty! gdkdjdkdjdkdhjdhjddkdhdjdk
    @SwaglandJB

    OdpowiedzUsuń
  14. omg jakie emocje *o* świetny rozdział! ❤

    OdpowiedzUsuń
  15. świetne, chcemy więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  16. adjghfsaksmx ♡ ♥ świetny xx

    OdpowiedzUsuń
  17. chcemy wiecej ! ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  18. o jezuśku. znalazłam czas więc komentuję szybciej niż mialam ale i tak przepraszam, że tak późno skarbie.
    rozdział jest jak zwykle cudowny i zajebiście ciekawy. ciekawe co am z Justinem, boje się o niego i jeg przyjaciela ;oo
    czekam na nn xx
    true-big-love-jb.blogspot.com
    red-sky-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń